Po deszczowym i zimnym początku maja dzień zawodów sprawił miłą niespodziankę. Niedziela, 14 maja, okazała się bardzo ciepła i słoneczna. Warto zaznaczyć, że na tych zawodach to już prawie reguła – aura nigdy nie psuje rywalizacji sportowej. Od drugiej edycji MosirGutwinRun wybieram start na jednym dystansie biegowym, jest to 10 km z kawałkiem, czyli maraton na raty. Start tego dystansu przewidziany był na godz. 12. Postanowiłem przyjechać na Gutwin wcześniej, aby móc dopingować koleżanki i kolegów biegaczy startujących na dystansie 5 km, ten bieg zaplanowany był na godz. 11. Długo szukałem miejsca na sporym parkingu przed ośrodkiem. Liczba samochodów wróżyła udział wielu biegaczy podczas obecnej, piątej już edycji MosirGutwinRun. Na plaży ośrodka właśnie trwała wspólna rozgrzewka, którą prowadziła Iza Komar. Iza wraz z Krzyśkiem Sidowskim organizują w Ostrowcu Św. zajęcia biegowe w ramach „Biegam, bo lubię”. Coraz liczniejsza frekwencja zawodników napawa optymizmem. W tej edycji wystartowało 208 osób na dwóch dystansach głównych, a to wielokrotnie więcej niż w początkowej fazie projektu biegowego na Gutwinie. Witając się ze znajomymi, przemieszczam się w stronę biura zawodów ulokowanego w namiocie obok budynku, przed którym na alejce jest umieszczona linia startu/mety zawodów.



Udział w zawodach zgłosiłem wcześniej przez internet na stronie organizatora, wypełniając krótkie zgłoszenie. Na podanego przeze mnie maila przyszło potwierdzenie z kodem aktywującym, po którego wpisaniu proces rejestracji zakończył się pozytywnie. W biurze zawodów odebrałem numer startowy 173, który będzie mi służył przez wszystkie rundy tegorocznych zawodów. Obok biura organizatorzy postawili kolejny namiot, gdzie biegacze mogą korzystać z profesjonalnych zabiegów masażu, oferowanych przez fizjoterapeutów Odnowy Biologicznej MOSiR. Gdy odbierałem numer, trwały ostatnie przygotowania do startu na dystansie 5 km. Ten bieg przyciągnął najliczniejszą grupę 122 uczestników. Obejrzałem start biegu na 5 km, teraz mogę skoncentrować się na swoim. Zaznajamiam się ze schematem nowo wytyczonej trasy, umieszczonym na ścianie obok linii startu. Tegoroczna trasa ma 10 230 metrów. Mogę już zostawić bluzę i legginsy w samochodzie, przypiąć numer startowy. Rozgrzewam się na trasie wokół zbiornika wodnego, w tym czasie ostatni biegacze z poprzedniego biegu oraz zawodnicy nordic walkingu docierają do mety. Zostało kilka minut do startu, ustawiam się z przodu stawki, w której jest sporo kolegów, także tych z mojej kategorii wiekowej. Nie mam specjalnej strategii na te zawody, ale wiem kto jak biega, więc będę pilnował kolegów, z którymi rywalizuję w kategorii wiekowej.


Tak na marginesie, kiedy przechodziłem do kategorii biegowej M50, żartowałem, że to jedyna dobra rzecz po pięćdziesiątce, jaka mnie spotkała, bo nie mam dużej konkurencji biegowej. Niestety, po dwóch latach poprzedni współzawodnicy także się zestarzeli… Trzeba podkreślić, że lokalne biegi mają zawsze fajną nutę rywalizacji, która dotyczy różnych poziomów: kategorii, płci, grup formalnych i nieformalnych. Zgodnie z moim charakterem nigdy nie odpuszczam, zawsze walczę o czas, miejsce w kategorii, po prostu… nie potrafię inaczej.
Trzy, dwa jeden… i huk pistoletu startowego uwolnił biegaczy czekających w napięciu na ten sygnał. Uruchamiam swój stoper, kilku zawodników już po paru metrach odskoczyło od zasadniczej grupy. Trzymam się z przodu stawki, pilnując moich upatrzonych kolegów. Biegniemy szybko, po pierwszym kilometrze zegarek pokazuje 3.55 min/km. Wiem, że nie mam szans przez cały bieg utrzymać takiego tempa, i zastanawiam się, czy to nie odbije się później na drugiej części dystansu? Po obiegnięciu zbiornika wodnego, dopingowani przez kibiców i rodziny, skręcamy w lewo na ścieżkę do lasu. Teraz już tylko trakty i ścieżki leśne, często piaszczyste, a czasami błotniste. Stawka biegaczy bardzo się rozciągnęła, ja jestem w trzeciej grupie. Trzymam się mocno kolegów. Tempo biegu wciąż wysokie, ok. 4 min/km. Trasa jest mocno zmieniona, ale nie jest źle. Widać biało-czerwone taśmy, wolontariuszy z grupy medycznej stojących na głównych zakrętach i miejscach zmiany kierunków. Duże białe tabliczki z czarnymi cyframi pokazują przebiegnięty dystans. Zbliżam się połówki, tam ustawiony jest przez organizatorów samochód oraz stolik z kubkami wody mineralnej. Wolontariusze podają kubki biegaczom, wypijam dwa łyki, pytam, czy ktoś potrzebuje wody, pojawia się wyciągnięta ręka, której przekazuję kubek.


Na półmetku czas ponad 20 minut, więc jak na mnie bardzo dobry. Tutaj trasa biegowa odbija w prawo. Nowy układ trasy nie należy do najłatwiejszych, szczególnie druga część dystansu, gdzie dominują pagórki i piaskowe drogi. Robi się dosyć ciepło, co potęgują mocno operujące promienie słoneczne. Biegniemy cały czas w bardzo podobnym składzie: Kinga z Bałtowa, Łukasz i Paweł z Ostrowca Św. oraz Krzysiek z Nietuliska. Przed nami, w odległości 30-40 metrów, tylko dwóch zawodników, a sama czołówka już mocno oddalona. W mojej głowie pojawiają się czarne myśli, czy dam radę utrzymać tempo, które i tak już spadło do 4.10-4.15 min/km. Mobilizuję się i walczę. Gubimy Pawła, Krzysiek łapie kolkę i musi zwolnić, a to mój najgroźniejszy rywal z kategorii wiekowej. Doganiamy kolegę ze Starachowic, który za chwilę zostaje w tyle. Jeszcze dwa kilometry, ostatni kilometr w lesie i za chwilę wbiegniemy na alejkę wokół zbiornika. Trzymam się Łukasza, Kinga złapała drugi oddech, jest kilka metrów przed nami. Już słychać doping kibiców odbijający się od ściany lasu. Wbiegam na alejkę przy zbiorniku, próbuję się jeszcze trzymać Łukasza, który mnie mocno ciągnie. W głowie pojawiają się myśli, że już tylko kawałek do mety, a i tak w swojej kategorii będę pierwszy. Zostało dwieście metrów, mówię do Łukasza: „dawaj”, po czym spokojnie, kontrolując kolegów, dobiegam do mety. Mój czas: 42.45, zagwarantował mi 8 miejsce, jestem też pierwszy w swojej kategorii M50. Organizatorzy zapewnili na mecie wodę mineralną i pączki. Podziękowałem moim kolegom za rywalizację na trasie i mogłem spokojnie dopingować pozostałych biegaczy.

Podsumowując, nowa edycja MosirGutwinRun ma bardziej wymagającą trasę, większą frekwencję i, jak zwykle, bardzo dobrą atmosferę. Już nie mogę się doczekać drugiej rundy, która została zaplanowana na 4 czerwca. Do zobaczenia!
Wyniki na: http://www.ostrowiecbiega.pl
zdjęcia: Jarosław Słodkiewicz, Piotr Dasios











