Projekt Sydney. Podsumowanie trzeciego tygodnia treningowego (12.06 – 18.06)

Mija trzeci tydzień realizacji mojego planu treningowego przed maratonem w Sydney. Mimo obaw o wytrzymałość mojego organizmu adaptacja do większych obciążeń treningowych przebiega dobrze. Ból w łydkach występuje tylko sporadycznie, głównie po interwałach lub treningach tempowych. Dzięki długim czerwcowym dniom mam możliwość przesuwania niektórych treningów na wczesne godziny poranne. W tym tygodniu zrobiłem to dwa razy. Najważniejsze, że od trzech tygodni nie opuściłem ani jednego treningu z mojego programu.

Poniedziałek (12.06) był jednym z dwóch dni, w których przesunąłem trening z godzin wieczornych na poranne. Po południu miałem zaplanowane spotkanie towarzyskie, które – jak przypuszczałem, znając życie – przeciągnęło się do późnych godzin. Na ten dzień miałem zaplanowany lekki trening w tempie 5,37 na 10 km. Wybiegłem z domu o godz. 4.30. Droga do pobliskiego Parku Miejskiego zajęła mi 3-4 min. Było już zupełnie jasno, tylko nad zbiornikiem wodnym unosiła się lekka mgiełka. Rozpocząłem trening od kilometrowej rozgrzewki. Pusty park wypełniony był szumem ptaków, które podobnie jak ja nie mogły spać. Niezmiennie każdy kilometr przebiegałem za szybko o kilka sekund. Dziesięć kilometrów „przeleciało” nawet nie wiem kiedy. Później jeszcze kilometrowe rozbieganie po parku, schody w stronę ostrowieckiego rynku i jestem w domu na 5.45. Mogę przygotować się do pracy. Poranne bieganie jest niepowtarzalne.

Wtorek (13.06). Na ten dzień miałem zaplanowany trening interwałowy: 6 odcinków 800-metrowych w tempie 3,05, poprzedzielanych 400-metrowymi odcinkami odpoczynkowymi. Trening jak zwykle poprzedziła dwukilometrowa rozgrzewka. Trasa na Karczmę Miłkowską nie była specjalnie przepełniona. Nie było też gorąco, operował niewielki wiaterek. Pierwsze dwa odcinki pokonałem nawet poniżej 3,05, później kolejne dwa zmieściłem w czasie, piąty zaliczyłem w 3,10, a ostatni – w idealnym czasie 3,05. Trening zakończyłem rozbieganiem na 2,5 km. Nadmieniałem już w poprzednich wpisach, że ten trening należy do moich ulubionych.

Środa (14.06) jest dniem bez treningu, moja partnerka jest wtedy bardzo zadowolona.

Czwartek (15.06). Boże Ciało! Wybiegłem już po procesjach, jakoś głupio przedzierać się przez tłumy uczestników. W tym dniu miałem trening tempowy: 10 km w tempie 4.37. Wietrzna, ale w sumie słoneczna pogoda sprzyjała treningowi. Popełniłem błąd, wybierając Park Miejski jako miejsce takiego biegu. Mało jest tam odpowiednio długich odcinków bez zmiany nawierzchni, zakrętów, podbiegów czy zbiegów, po prostu ciężko jest utrzymać właściwe tempo. Do tego sporo spacerujących osób, które nie ułatwiały mi zadania. Po rozgrzewce, mimo szarpanych kilometrów od 4,25 do 4,45, pokonałem 10 km w czasie 45,50, czyli szybciej niż zakładany wynik. Później rozbieganie i do domku. Pierwszy i ostatni raz zdecydowałem się na trening tempowy w Parku Miejskim.

Piątek (16.06). To drugi dzień, kiedy zdecydowałem się na poranne bieganie, także spowodowane popołudniowymi planami.  W tym dniu zaplanowany miałem trening lekki na 10 km w tempie 5,14. Wybiegłem, podobnie jak w poniedziałek, o godz. 4.30. Rześki poranek dodatkowo zmotywował mnie do ćwiczeń. Rozgrzewka na schodach koło dawnego Orbisu kilka razy góra-dół i kilometr po parku. Właściwy trening – ciągle za szybko, bo 5,10 i 5,02, ale zdarzyło się też 5,20. Ogólny czas bliski zaplanowanego. Rozbieganie jeszcze w parku, później schody i do domku, dziś mam ciężki dzień w pracy…

Sobota (17.06). Dziś mam w planach 13 km, w tempie 5.37 oraz kilka 30-sekundowych interwałów. Niestety, za oknem bardzo niestabilna pogoda: przez chwilę słońce, później ciemne chmury, silny i zimny wiatr, słaby deszcz, i tak w kółko! Rano muszę zrobić zakupy i pozałatwiać trochę spraw, więc bieganie będzie po południu. Ale po południu pogodowo nie jest lepiej. Niestety, nie mam wyjścia, wybiegam! Nie lubię takiej aury, ponieważ biega się nerwowo i strasznie przyspiesza. Rozgrzewka na dystansie 1,5 km, później regularny trening, niestety… mocno przyspieszony. Od trzeciego kilometra drobny deszczyk dotrzymuje mi kroku, później ustępuje. Próbuję utrzymywać zakładane tempo i do 10 km mi się to udaje, niestety spory deszcz przerywa mój dzisiejszy trening. Wracam zmoknięty do domu.

Niedziela (18.06). Dzisiaj 13 km w tempie 5,01. Piękna słoneczna pogoda i pachnąca deszczem trasa na Karczmę Miłkowską zachęca do biegania. Rozgrzewka na dystansie 1,5 km i rozpoczynam właściwy trening. Bieganie w tempie ok. 5,00 min/km jest dla mnie najbardziej naturalne, więc nie mam tutaj problemu. Poszło dobrze. Rozbieganie na podobnym dystansie co rozgrzewka i do domku… wypoczywać. Trzeci tydzień treningowy zakończony.

Podsumowanie. Udany trzeci tydzień treningowy, mimo przerwanego sobotniego treningu z powodu deszczu. Zaliczyłem w sumie 80 km. Coraz lepsza adaptacja organizmu do zwiększonego obciążenia treningowego.

Okres przygotowań PON. WT. ŚR. CZW.        PT.       SOB. NIEDZ. razem
12.06 -18.06
(tydzień 03)
Lekko   A
(5,37)
10 km
Szybkość
     (3,05 min/ 800m)               6x 800 m   +400 m
odpoczynek
wolne Bieg
tempowy
(4,37)
10 km
    Lekko      B    (5,14)
10 km
                 Lekko      A
(5,37)
13 km
+ 6 x 30 s
    Lekko      B
(5,14)
13 km
83 km   

zdjęcia: Adrian Wykrota,                                                                                                                                                                  red. jęz.-Justyna Harabin

Komentarze