W niedzielę 9 lipca 2017 r. odbyła się na terenie Ośrodka Wypoczynkowego „Gutwin” w Ostrowcu Świętokrzyskim 3. runda cyklicznych zawodów biegowych MosirGutwinRun. Ta piąta już edycja zawodów biegowych przyciąga rzesze miłośników biegania i nordic walkingu. Zawody odbywają się na dwóch głównych dystansach: półmaratonu (5220 m) i maratonu na raty (10250 m). Cztery najlepsze wyniki uzyskane przez zawodników (czyli dystans półmaratonu i maratonu) z sześciu biegów w każdej kategorii zaliczane są do kwalifikacji open i poszczególnych kategorii: płci, wieku i rodzin. Dla tych, którzy ukończą cztery rundy zawodów przewidziane są koszulki techniczne oraz okolicznościowe medale i nagrody. W ramach zawodów odbywają się także biegi dla dzieci, a na dystansie półmaratonu rywalizują miłośnicy kijków, czyli nordic walkingu.
Tradycyjnie, przyjechałem na Gutwin wcześniej, aby zobaczyć start półmaratonu na raty, pokibicować znajomym biorącym udział na tym dystansie i zrobić kilka zdjęć. Pogoda jest trochę dziwna, ciepło nawet gorąco, mimo dość zachmurzonego nieba. Wczoraj mocno padało, więc będzie duszno i wilgotno na trasie. Obawiam się też o stan ścieżek i leśnych traktów. Tegoroczna edycja zawodów biegowych MosirGutwinRun bije rekordy popularności. Tylko na dystansie półmaratonu 9 lipca wystartowało aż 126 zawodników. Start biegu poprzedziła rozgrzewka prowadzona przez Izę Komar, trenerkę programu „Biegam, bo lubię”.


Do startu pozostało kilka minut, w tym czasie biegacze ustawiali się w strefie startowej. Na przodzie faworyci tej edycji: Sylwester Lepiarz, Zbigniew Dulemba, Michał Jagieło, Michał Karasiński; z pań Kinga Kacuga; a na końcu – miłośnicy nordic walkingu. Spiker prowadzący trzecią rundę zapowiedział wspólne odliczanie startu, co szybko podchwycili biegacze. Po komendzie: start, tłum zawodników ruszył trasą wokół zbiornika wodnego. Zrobiłem kilka zdjęć ze startu i z początku trasy, teraz mogłem swobodnie myśleć o własnej rozgrzewce. Tak jak w poprzednich rundach odbywających się na terenie ośrodka Gutwin organizatorzy rozstawili namiot ze stanowiskiem do masażu obsługiwanym przez pracownika odnowy biologicznej „Rawszczyzny”. Chętnie skorzystałem z tej oferty, ponieważ ciągle odczuwam lekki ból łydek, szczególnie prawej, poza tym masaż mięśni nóg to doskonała forma rozgrzewki przed zawodami. Pan Tomek spisał się tutaj doskonale. Do godziny 12.00, czyli godziny startu zawodów na dystansie maratonu na raty, zostało 20 minut. Założyłem koszulkę biegową z przypiętym numerem startowym (173), który obowiązuje w całej edycji zawodów, wypiłem kilka łyków izotonika i wybiegłem na trasę wokół zbiornika, „dogrzać” się przed startem. Spotkałem tutaj wielu rozgrzewających się kolegów biegaczy, którzy tworzą prawdziwą wartość tych zawodów. Przyjazna atmosfera, sportowa rywalizacja i prawie rodzinny charakter imprezy tworzą klimat, dla którego tak chętnie dziesiątki osób każdego roku uczestniczą w tych zawodach.


Dzisiaj w maratonie na raty bierze udział 96 zawodników. Ustawiam się w strefie startowej, tuż za faworytami biegu. W strefie jest mój kolega Krzysiek Komar, rywal ze wspólnej kategorii wiekowej. Nie biegnie dziś Marek Matysiak, drugi poważny kandydat do wygrania kategorii M50. Odruchowo obserwuję, do kogo się mogę przykleić na trasie zawodów. Kto biega na moim poziomie? Jest wokół mnie grupa biegaczy o podobnym przygotowaniu, więc będziemy się wspólnie dopingować. Spiker po krótkim odliczaniu wydaje komendę: start! Grupa pięcio-, sześcioosobowa już na pierwszym metrach trasy uzyskuje kilkumetrową przewagę, którą systematycznie powiększa. Jest tutaj faworyt całej edycji – Sylwek Lepiarz, ale też inni nie gorsi zawodnicy – Michał Jagieło czy Zbyszek Dulemba. Ja biegnę w drugiej, kilkuosobowej grupie zawodników, tempo dość wysokie oscylujące na pierwszym kilometrze między 3.54–4.02. Ostatnia prosta przy zbiorniku i mocno dopingowani przez kibiców skręcamy w lewo, na leśną ścieżkę. Trasa w lesie nie jest najgorsza, choć momentami grząska. Tempo biegu dalej wysokie na poziomie 4.02–4.05. Biegnę obok etatowej faworytki wśród kobiet – Kingi Kacugi, której poprzedni bieg trochę dokuczył, dlatego zawodniczka deklaruje, że nie będzie dziś mocno walczyć. Po dwóch, trzech kilometrach pozostawiam moją grupkę z tyłu, zbliżając się do biegaczy, którzy zostali z pierwszej grupy. Biegnie mi się dobrze, boję się tylko, czy wytrzymam dość wysokie tempo. Słońce jest wciąż za chmurami i mimo że jest dość duszno, pogoda sprzyja biegaczom. Zbliżam się do młodego biegacza, który został w tyle dość mocno rozciągniętej pierwszej grupy, doganiam go, przez chwilę biegniemy razem i pozostawiam go za sobą. Przede mną biegnie w odległości może 50-60 metrów kolega, Przemek Pronobis.


Przez pół kilometra biegnę sam. Na czwartym kilometrze z tyłu słychać coraz mocniejsze kroki i oddech. Po chwili wyprzedza mnie kolega biegowy Sławek Niedziela i… nic nie mogę zrobić. Tempo dalej wysokie: 4.05–4.10. Na piątym kilometrze jest punkt z wodą zapewnioną przez organizatorów. Punkt osobiście wspiera Grzesiek Bażant, szef tych zawodów, sam przekazuje w ręce biegaczy kubki z wodą. Chwytam jeden z nich, wypijam trzy łyki, reszta wody ląduje na moim karku. Biegnę długą prostą przez las, świadomy, że za kilometr czeka mnie podbieg pod piaszczystą górkę, która mocno wybija z rytmu i męczy. Z tyłu znów słyszę coraz głośniejsze kroki i równy oddech, ktoś mocno przyspieszył. Przed samym piaskowym wzniesieniem mija mnie Konrad Sulik, który jest w tym roku w wysokiej triathlonowej formie, co przekłada się na śrubowanie wyników na Gutwinie. Nie próbuję dotrzymywać mu kroku, piaskowa górka mocno mnie wybija z rytmu. Po jej sforsowaniu, ciągle sam próbuję gonić będących w zasięgu wzroku dwóch zawodników, ale nie daję rady. Udaje mi się utrzymywać tylko podobną odległość od nich. Tempo delikatnie spadło, ale ciągle na 7. i 8. kilometrze wynosi 4.10–4.15. Skręt w prawo, za chwilę w lewo i ostatni odcinek przez las, to dziewiąty kilometr. Z tyłu też słyszę, że ktoś z biegaczy próbuje mnie gonić. Już w oddali słychać okrzyki kibiców, zbliżam się do ostatniej kilometrowej rundy wokół zbiornika. Wpadam na chodnik, wiem, że zostało 900 metrów, przede mną w zasięgu kilkudziesięciu metrów dwóch zawodników, z tyłu ktoś mnie próbuje dogonić. Przyspieszam, na zakręcie zerkam, jaką mam przewagę nad goniącym mnie biegaczem. Nie jest to duża odległość, może 15 metrów, ale nie odpuszczam. Ostatnie 60 metrów sprintu, łapię czas na mecie: 42.27 i 7. miejsce open. To najlepszy czas osiągnięty przeze mnie w tym roku na Gutwinie. Umacniam się na prowadzeniu w mojej kategorii wiekowej M50. Na mecie czeka woda mineralna, pączek i talon do restauracji. Na koniec korzystam jeszcze raz z masażu u Pana Tomka. Gratuluję kolegom i czekam na następną rundę i dalsze emocje.


Podsumowując: 3. runda MosirGutwinRun pod znakiem wilgotnej i gorącej pogody. Duża frekwencja wakacyjnej rundy – 226 biegaczy ukończyło biegi główne. Faworyci V edycji i poszczególnych kategorii nie zawodzą. Z niecierpliwością będę czekał na czwartą rundę planowaną na koniec wakacji, 26 sierpnia.
Wyniki na: http://www.ostrowiecbiega.pl
red. jęz. Justyna Harabin, zdjęcia własne i Anton Soroka











