Hunt Run – moda czy sport?

Od kilku lat w Bałtowie, i nie tylko tam, odbywają się zawody w biegach terenowych Hunt Run, czyli „polowanie na biegacza”. Jak zdefiniować tę imprezę biegową? To połączenie zawodów biegowych z pokonywaniem przeszkód terenowych: naturalnych i sztucznych. Biegacze przemierzają rzekę, brodzą po bagnach, wbiegają na strome zbocza i zbiegają z nich, pokonują wąwozy, ale też przeskakują parkoury, czołgają się pod drutami kolczastymi, przechodzą przez przepusty w drogach, noszą opony i worki – pomysłowość organizatorów jest tutaj praktycznie nieograniczona. Zawody przeprowadzane są na dwóch różnych dystansach: 5 km i 10 km. Co roku setki młodych ludzi próbują pokonać wybrany dystans, mierząc się ze swoimi słabościami.

Ja sam już dwa razy uległem pokusie startowania w zawodach Hunt Run organizowanych w Bałtowie. Pierwszy raz w roku 2015 i później w kolejnej imprezie w roku 2016. Startując, za każdym razem zastanawiałem się, co powodowało, że tak łatwo podejmowałem decyzję o udziale w tej, jednak narażającej na urazy i kontuzje, imprezie. Chęć sprawdzenia się, przeżycia ekstremalnej przygody, zaliczenie modnych zawodów? Czy to wystarczające argumenty przemawiające na korzyść mojego uczestnictwa?

Myślę, że żyjemy w takich czasach, które wymagają od nas ciągłego sprawdzania się, doznawania nowych przeżyć, często ekstremalnych i ryzykownych. Doświadczanie ich jest potrzebne dla każdego z nas indywidualnie, bo możemy się sprawdzić, poznać własne słabości. Jednak z drugiej strony, taki start jest na pokaz, dla innych. Potrzebujemy pokazać, że jesteśmy twardzi, wysportowani i niczego się nie boimy.

Ile jest w tym sportu? Pewnie trochę się uzbiera. Taki start zmusza nas do biegania (przynajmniej od czasu do czasu), do pójścia na siłownię i… to już jest wartość. Ile w tym mody? Pewnie dużo, tyle że moda na aktywność, taką systematyczną, jest fajna. Dzięki tej modzie ja cztery lata temu rozpocząłem przygodę z bieganiem. Dla mnie każda aktywność jest cenna, byle byłaby wykonywana regularnie. Nie ma znaczenia, czy to jest bieganie, czy nordic walking, a może siłownia, rower, joga? Ważne są chęci i systematyczność.

Nie tylko na biegach typu Hunt Run, ale na zwykłych zawodach biegowych, w tym maratonach, widzimy kompletnie nieprzygotowanych biegaczy, dla których najważniejsze to zaliczyć zawody czy maraton, nie patrząc na konsekwencje zdrowotne, byle odfajkować i zapomnieć. Taka moda jest chora. Mam nadzieję, że nieodpowiedzialnych osób jest jednak mało. Inni, zdecydowana większość, ciężką pracą na treningach udowadniają, że warto się rozwijać i być aktywnym dla utrzymania zdrowia, sylwetki, sprawności. Ja podczas dwóch edycji Hunt Run (w 2015 i 2016 r.) udowodniłem sobie, że dam radę. Sprostałem wyzwaniu, osiągając dobre czasy i miejsca. W tym roku już nie musiałem sobie niczego udowadniać, wręcz przeciwnie, wybrałem świadomie, że odpuszczam te zawody, bo przede mną ważniejszy cel – maraton w Sydney, do którego przygotowuję się jak nigdy przedtem, a każda kontuzja mogłaby zaprzepaścić szansę pomyślnego udziału w tak dla mnie ważnej imprezie sportowej.

Na podsumowanie przytoczę słowa znakomitego czeskiego biegacza Emila Zatopka: „Jeśli chcesz biegać – przebiegnij kilometr, jeśli chcesz zmienić swoje życie – przebiegnij maraton”. Pamiętajmy, że każdy większy sportowy wysiłek to nie zabawa, bo wymaga ciężkiej pracy i systematyczności. I tego wam wszystkim życzę – ciężkiej i systematycznej pracy na trasach biegowych, a później udanych startów w wybranych przez was zawodach!

red. jęz. Justyna Harabin, zdjęcia: organizatorzy: Anna Rek (2 zdjęcia), Pstrykawka.pl  (1 zdjęcie), Kamil Stelmasik

Komentarze