Projekt Sydney. Podsumowanie piątego tygodnia treningowego (26.06 – 02.07)

Po udanym półmaratonie w Radomiu, gdzie poprawiłem życiówkę o ponad 3 minuty, mogłem spokojnie wrócić do realizacji swojego planu treningowego. Dobry wynik uzyskany mimo ciężkich warunków pogodowych (25 st. C) dodatkowo mnie motywuje do ciężkiej pracy i utwierdza w przekonaniu, że wybrałem dobrą metodę treningową. Plan treningowy Hansonów działa!

Mija piąty tydzień przygotowań do maratonu w Sydney. Tydzień ten zakończyłem mocnym akcentem – półmaratonem. Wysoka temperatura i szybki bieg dał mi się mocno we znaki, więc postanowiłem odpuścić trening poniedziałkowy i dać więcej czasu organizmowi na regenerację i odpoczynek.

Poniedziałek (26.06). Po niedzielnym półmaratonie w Radomiu  zrezygnowałem z lekkiego treningu na 10 km w tempie 5,37. Postawiłem na regenerację i dodatkowy wypoczynek.

Wtorek (27.06). W tym dniu miałem zaplanowany trening interwałowy. Zdecydowałem się go przesunąć na środę, ponieważ ciągle odczuwałem skutki niedzielnych zawodów. Zamiast ciężkiego treningu interwałowego przeprowadziłem lekki bieg na 10 km w tempie 5,37. Jako miejsce treningu wybrałem park miejski, gdzie noga za nogą wchodziłem w trening, powoli się rozkręcając. Wtorkowy wieczór serwował zmienne warunki pogodowe – od słońca po lekki deszczyk, momentami podszyty mocnym wiatrem. Mimo przemęczenia i kiepskiej pogody udało mi się przeprowadzić trening, utrzymując lub delikatnie wyprzedzając tempo 5,37 na każdym kilometrze. Trening rozpocząłem rozgrzewką i zakończyłem rozbieganiem na dystansie 1,5 km.

Środa (28.06). W tym dniu zaplanowałem trening interwałowy, przesunięty z wtorku: 4 x 1200 m, w tempie 4,35/1200 m. Każdy odcinek miał być przeplatany 400-metrowymi biegowymi odcinkami odpoczynkowymi. Na miejsce treningu wybrałem moją stałą trasę na Karczmę Miłkowską. O godzinie 5.35, kiedy wybiegałem z domu, miasto dopiero powoli budziło się ze snu. Tego dnia był dość rześki poranek, wróżący zmienną pogodę. Po prawie dwukilometrowej rozgrzewce mocno ruszyłem, realizując pierwszy odcinek interwałowy. Zawsze początkowy odcinek treningu interwałowego sprawia mi najwięcej kłopotu z dostosowaniem się do właściwego tempa, w następnych odcinkach jest już lepiej. Tym razem nie było źle, pierwsze 1200 m pokonuję w czasie 4,32, następny odcinek  idealnie w 4,35, trzeci interwał w czasie 4,33, a ostatni w 4,35. Po 2,5 km rozbiegania wracam zadowolony do domu i mogę spokojnie szykować się do pracy.

Czwartek (29.06). Normalnie to środa jest zawsze czasem przeznaczonym na regenerację i wypoczynek. Po głowie chodziło mi przesunięcie lekkiego treningu na ten dzień, aby zrekompensować poniedziałkową stratę biegową. Niestety, plany zawodowe oraz imieniny pokrzyżowały moje zamiary i trening nie doszedł do skutku.

Piątek (30.06). W tym dniu postanowiłem zrealizować trening tempowy. Trening w tym tygodniu został przewrócony do góry nogami przez różne okoliczności: udział w półmaratonie, nawał dodatkowych zajęć w pracy oraz moje imieniny. Piątkowy poranek spędziłem na trasie w kierunku Karczmy Miłkowskiej, realizując trening na 11 km w tempie 4,37. Zawsze lubiłem poranne letnie biegi. Półtorakilometrowa rozgrzewka na pustej ścieżce rowerowej, w przyjemnej temperaturze nie sprawiła mi trudności. Tempo biegu na każdym kilometrze było szybsze lub równe zakładanemu. Rozbieganie dopełniło mój trening. Zadowolony i doładowany energią mogłem stawić czoła planowanym zajęciom.

Sobota (1.07). Piątkowe świętowanie imienin, choć delikatne, odbiło się na moich chęciach do rannego biegania, wybrałem ranne leniuchowanie. Na sobotni wieczór także miałem plany, więc przed obiadem wyruszyłem do parku miejskiego na trzynastokilometrowy trening w tempie 5,14. Niepewna pogoda mobilizowała mnie do podkręcania tempa w pustym parku. Trening trochę nerwowy, ale udany. Tempo w przedziale od 5,01 do 5,25, zakończone rozbieganiem na dystansie 1 km.

Niedziela (2.07). Kolejny ciężki dzień dla mojego treningu. Nawałnica, która opanowała Ostrowiec Św. w godzinach wieczornych, działająca krótko, ale bardzo intensywnie, wdarła się częściowo do mojego mieszkania i wywołała mały potop. Część nocy spędziłem na osuszaniu mieszkania, co spowodowało, że dopiero późnym popołudniem udało mi się zrealizować ostatni trening piątego tygodnia – długi bieg na dystansie 16 km w tempie 5,01. Pogoda mi sprzyjała, lekki zimny wiaterek chłodził skutecznie moje ciało. Główny trening zakończyłem w czasie 1.18.40, czyli ponad 1,5 minuty szybciej niż zaplanowany czas. Później rozbieganie na dystansie 1,5 km i tak zakończyłem mój piąty tydzień planu treningowego.

W tym roku zrezygnowałem ze startu na Hunt Run w Bałtowie, obawiając się kontuzji i ewentualnych konsekwencji z nimi związanych. Maraton w Sydney jest moim priorytetem w tegorocznym sezonie biegowym i jemu podporządkowuję wszystkie inne starty.

Podsumowanie. Dziwny i najbardziej poprzestawiany tydzień treningowy w moim pięciotygodniowym planie treningowym. Generalnie plan zrealizowany poza jednym lekkim treningiem. W tym tygodniu przebiegłem dystans ok. 72 km.

Okres przygotowań

PON. WT. ŚR. CZW. PT. SOB. NIEDZ. razem
26.06 -02.07    (tydzień 05)

wolne

Lekko A            (5,37) 11 km Szybkość  4,35/1200 m           4 x 1200 m    + 400 m odpoczynek wolne Bieg tempowy  (4,37) 11 km Lekko B             (5,17) 13 km Długi bieg          (5,01) 16 km 72 km

red. jęz. Justyna Harabin, zdjęcie Sylwek Wykrota

Komentarze