Projekt Sydney. Podsumowanie dziesiątego tygodnia treningowego (31.07 – 6.08)

W moim planie treningowym przyszedł czas na ciężkie tygodnie. Dziesiąty tydzień do takich właśnie należał nie tylko ze względu na zwiększoną objętość poszczególnych treningów, ale na prawdziwie tropikalną pogodę. Nad Polskę napłynęły bardzo gorące masy powietrza, podnosząc temperaturę do 36 st. C i nawet w nocy temperatura nie spadała poniżej 20 st. C. Bieganie w takich warunkach jest bardzo trudne, nawet wieczorami. Po moim poniedziałkowym wieczornym treningu, który wypadł akurat po małym deszczu, zamieniając park miejski w prawdziwą saunę, postanowiłem przenieść swoje treningi na rano. I to była dobra decyzja. Drugim motywującym elementem ubiegłego tygodnia było spotkanie na trasie biegowej, powracającego po długiej i ciężkiej kontuzji, nestora biegów amatorskich w Ostrowcu Św. – pana Zarzyckiego. Jestem pełen podziwu dla jego determinacji w powrocie na trasy biegowe i życzę mu szybkiego osiągnięcia pełnej sprawności biegowej i wielu sukcesów.

Poniedziałek (31.07). W moim planie to lekki trening A na 13 km w tempie 5.37. Na miejsce treningu wybrałem park miejski, do którego wybiegłem wieczorem, zaraz po krótkim, ale intensywnym deszczu. Jak już wcześniej wspomniałem, lato dość mocno dało o sobie znać poprzez wysoką temperaturę powietrza. Nagrzana kostka w parku zamieniła to miejsce w saunę, utrudniając trening dość mocno. Bieganie w warunkach wysokiej wilgotności powietrza i wysokiej temperatury jest bardzo męczące, a płuca wręcz parzą. Krok za krokiem, przy dość niskim tempie, zaliczyłem poniedziałkowy trening, obiecując sobie, że przeniosę pozostałe treningi na godziny poranne.

Wtorek (1.08) to bardzo ważna data dla każdego Polaka – data wybuchu Powstania Warszawskiego. Moje myśli na moment uciekły do tamtego wydarzenia. W tym dniu miałem zaplanowany trening interwałowy, którym rozpoczynałem serię treningów wytrzymałościowych. Zaplanowane miałem 6 odcinków po 1600 metrów każdy, w tempie 7.15, przeplatanych 400-metrowymi odcinkami odpoczynkowymi. Wybiegłem tradycyjnie o godz. 4.40 w kierunku Karczmy Miłkowskiej. Rankiem temperatura sięgała 20 st. C, słońce nieśmiało wychodziło zza horyzontu. Po 1,5 km rozgrzewki, ruszyłem do walki na pierwszym odcinku, sprawdzając tempo co 400 metrów. Pierwsze 1600 metrów pokonałem w 6.58, drugie jeszcze szybciej, bo w 6.53, następny dystans w 6.57, czwarty odcinek przebiegłem w czasie 6.51, piąty w 6.58 i ostatni, szósty w czasie 6.55. Treningi interwałowe wytrzymałościowe są dla mnie jeszcze przyjemniejsze niż interwały szybkościowe. Bardzo zadowolony realizowałem rozbieganie na dystansie 1,5 km, myśląc już o pracy.

Środa (2.08) to dzień wolny od treningu, czas odpoczynku i regeneracji.

Czwartek (3.08). W tym dniu realizuję trening tempowy na dystansie 13 km w tempie 4.37. Tylko poranna pora dawała szansę na wykonanie tego zadania. Ranek przywitał mnie dwudziestostopniową temperaturą, kiedy wybiegałem na trasę w kierunku Karczmy Miłkowskiej. Po 1,5 km rozgrzewki ruszyłem ostro do przodu. Pusta ścieżka rowerowa i droga przez las ułatwiały mi zadanie. Każdy kilometr pokonałem poniżej 4.35, w przedziale 4.19–4.35. Łączny czas trzynastokilometrowej trasy to 55.21. Rozbieganie zakończyło czwartkowy trening, mogłem się spokojnie szykować do pracy.

Piątek (4.08) to w moim planie lekki trening B na dystansie 11 km, w tempie 5.17. Tego dnia także wybrałem poranną porę i stałą trasę w kierunku Karczmy Miłkowskiej. Każdy kilometr pokonałem w przedziale 5.01–5.18, co dało łączny czas poniżej 56 minut. To był przyjemny trening w blasku wschodzącego słońca, przy przyjaznej dla organizmu temperaturze.

Sobota (5.08). W tym dniu biegam lekki trening na dystansie 13 km w tempie 5.37. Sobota jest takim dniem, że nie musiałem się zrywać zbyt wcześnie, ale i tak postanowiłem wybiec ok. godz. 9, ponieważ obawiałem się upałów. Pogoda okazała się, jak na ten tydzień, bardzo przyjazna – wiał lekki, ale chłodny wiatr, który skutecznie chłodził moje ciało. Przyjemny trening na trasie w kierunku moim ulubionym, domyślacie się? Tempo relaksowe oraz spore towarzystwo biegaczy, rowerzystów i rolkarzy uprzyjemniły mi sobotni trening, po który planowałem kilkugodzinne leżenie plackiem nad wodą.

Niedziela (6.08) to przeważnie długi bieg w dość mocnym tempie. Ten tydzień był wyjątkowy, bo miałem przebiec najdłuższy dystans w całym planie treningowym: 26 km w tempie 5.01. Obawiając się upałów, wybiegłem z domu o godz. 7.15 na moją ulubioną trasę przez Karczmę Miłkowską w kierunku kapliczki św. Katarzyny i dalej w lewo, w kierunku Kolonii Inwalidzkiej. Blisko połowa trasy przypadała na obszary leśne, które naturalnie chroniły przed przegrzaniem. Bieg po sobotnim leżakowaniu nad zalewem w Wiórach przebiegł zadziwiająco lekko. Utrzymałem zakładane tempo na każdym kilometrze trasy, które oscylowało w przedziale 4.44–5.00. Całość trasy pokonałem w czasie 2.08.53. Zmęczony, ale bardzo podbudowany endorfinami wracałem do domu jak na skrzydłach. Na tym zakończyłem dziesiąty tydzień treningowy.

Podsumowanie. Zmuszający do wysiłku, najcięższy objętościowo tygodniowy trening w moim projekcie „Sydney”. Upalna, wręcz tropikalna pogoda panująca w tym tygodniu nie ułatwiała mi zadania, mimo to ten tydzień uważam za jeden z najlepszych tygodni treningowych. Wszystkie treningi zrealizowane zostały rano (oprócz poniedziałkowego) i były bardzo udane. Ból w odcinku lędźwiowym kręgosłupa ustąpił. Pokonałem w sumie 97 km!!!

Okres przygotowań PON. WT. ŚR. CZW. PT. SOB. NIEDZ. Razem
31.07–06.08

(tydzień 10)

 

Lekko A

(5,37)

13 km

 

 

Szybkość

(7,15 min          /1600 m )

6 x 1600 m +    400 m

odpoczynek

wolne

 

 

 

 

Bieg tempowy

(4,37)

13 km

 

 

Lekko B

(5,14 )

11 km

 

 

Lekko A

(5,37)

13 km

 

 

Lekko B

(5,14 )

26 km

 

 

97 km

red. jęz. Justyna Harabin

Komentarze