V MosirGutwinRun – 4. runda

Praktycznie całe wakacje miłośnicy biegania i nordic walkingu czekali na czwartą rundę cyklicznych zawodów MosirGutwinRun, które odbywają się na terenie Ośrodka Wypoczynkowego MOSiR na Gutwinie. Tym razem wyjątkowo zawody odbyły się w sobotę 26 sierpnia i to nie był jedyny wyjątek. Zaskoczyła pogoda. Z pięknego sierpniowego poranka do godziny 12, czyli godziny startu maratonu na raty, zrobił się deszczowy i chłodny dzień. To pierwsze deszczowe zawody w pięcioletniej historii całej imprezy. Zmienna aura nie zepsuła dobrej atmosfery i frekwencji, w obu głównych biegach wzięło udział 209 biegaczy oraz kilkunastu amatorów nordic walkingu. Dla tych zawodników, którzy ukończyli wszystkie cztery rundy tegorocznej imprezy, organizatorzy przygotowali okolicznościowe koszulki techniczne, które zostały wręczone po zakończonych biegach.

Ja także z niecierpliwością czekałem na czwartą rundę zawodów MosirGutwinRun, które zawsze dla mnie są wyjątkowym świętem biegania w Ostrowcu Św. Najważniejszym powodem było oczywiście sprawdzenie aktualnej formy biegowej, ponieważ realizuję cały czas swój plan treningowy. Drugim argumentem było zaliczenie czwartej rundy, bo piąta runda zawodów przypada w dniu, kiedy będę biegł w maratonie w Sydney (17 września). Oczywiście nie bez znaczenia było zdobycie do kolekcji piątej koszulki technicznej z logo imprezy, a także chęć pogadania z kolegami biegaczami.

Przybyłem tuż, tuż przed startem biegu – zatrzymał mnie po prostu remont drogi dojazdowej na Gutwin. Pracujące tam maszyny spowodowały, że  musiałem się cofnąć  i objechać pół miasta. Kiedy przybyłem wreszcie na teren ośrodka sportowego, udało mi się dość szybko znaleźć wolne miejsce parkingowe i biegiem dotarłem na linię startu, aby zrobić kilka zdjęć do tego wpisu. Spiker przywoływał ostatnich biegaczy na start. Udało mi się znaleźć dobre miejsce do robienia zdjęć, kiedy padła komenda na start. Na przodzie stawki biegaczy symbol tej imprezy – Sylwek Lepiarz, a obok niego Michał Jagieło, Łukasz Żaczek i wielka grupa kolorowo ubranych biegaczy, którzy przez dłuższą chwilę podążali obok mnie. Byłem pod wrażeniem wielkości tej grupy. Ta impreza biegowa urasta do rangi najważniejszych cyklicznych zawodów biegowych w regionie! Szybko zmieniłem miejsce, aby zrobić jeszcze kilka fotek. Michał Jagieło, jeden z faworytów, zszedł z trasy, odezwała się ostatnio nabyta poza bieganiem kontuzja pleców. Gdy większość biegaczy była już po drugiej stronie zbiornika, mogłem spokojnie udać się na „tradycyjny” już masaż rozgrzewający mięśnie moich nóg. Jak zwykle MOSiR zapewnił biegaczom wsparcie fizjoterapeutyczne. Przy stanowisku masażu czekał na mnie Witek Kozieł, kolega maratończyk, z którym biegłem maraton w Marrakeszu. Przyjemna rozmowa o bieganiu, treningach i najbliższych planach. W tym czasie masażysta „walczył” z moimi łydkami zmęczonymi po treningach, szczególnie dała mu się we znaki prawa, którą próbował doprowadzić do ładu. Intensywne treningi, niestety, wpływają na stan moich mięśni.

Podczas masażu umówiłem się już na następny seans po zakończeniu biegu. Poszedłem do samochodu przypiąć numer startowy, zabrałem ze sobą izotonik i byłem gotowy do rozgrzewki. W tym czasie zaczęło kropić, po chwili padał rzęsisty deszcz, zrobiło się też znacznie chłodniej. Jak już wcześniej wspomniałem, nigdy przez pięć edycji zawodów nie padało. Zawsze musi być ten pierwszy raz! Rozgrzewam się na trasie wokół zbiornika, oczywiście w deszczu, w tym czasie do mety dobiegają ostatni zawodnicy z półmaratonu na raty. Zastanawiam się, czy w lesie nie będzie za ślisko, boję się o kontuzję w ostatniej fazie moich przygotowań. Zobaczymy! – pomyślałem. Ostatnie przygotowania do startu, popatrzyłem po twarzach biegaczy, kto jest, kogo nie ma. Nie było kilku dobrych zawodników, na pewno wielką stratą był brak kontuzjowanego Michała Jagieły, doszedł natomiast następny faworyt zawodów Konrad Sulik, pokazała się także mocna ekipa ze Starachowic. Nie ma dzisiaj także mojego największego konkurenta w kategorii wiekowej – Krzyśka Komara, brakuje też Marka Matysiaka. Tuż przed startem krótkie odliczanie i komenda start. Biegacze mocno ruszyli do przodu, deszcz pada dość równo, ale jakoś nikt na niego nie zwraca uwagi. Dzisiaj biegnę z nowym zegarkiem, który cały czas uczę się obsługiwać, mam nadzieję, że się sprawdzi. Runda wokół zbiornika dość wolna, tempo 4.17. Na czele Sylwek Lepiarz i Konrad Sulik, za nimi duża grupa może z dziesięciu biegaczy. Jest tutaj m.in. Przemek Pronobis, Łukasz Żaczek, Kinga Kacuga, Sławek Niedziela, Paweł Wosiek, Rafał Korulczyk, dwaj biegacze ze Starachowic – Sławek Majchrzak i Robert Gładyś i… moja osoba. Po skręcie w lewo na leśną ścieżkę zauważyłem, że dwaj faworyci mocno oddalili się od naszej dużej  grupy,  która biegnie dość równo, pokonując drugi kilometr w tempie 4.13. Na trakcie leśnym pojawiło się błoto i grząski piasek, które odrywając się od butów, chlapią zawodników biegnących z tyłu. Ciągle pada niezbyt mocny deszcz, kolejny lekki skręt w lewo, długa prosta, na której są odcinki z tłucznia, piasku i gliny. Całe szczęście, że nie jest ślisko na trasie. Kolejny kilometr jeszcze szybszy – 4.09.

Na wąskiej trasie zrobiło się dość tłoczno, ponieważ ciągle nasza grupa biegaczy trzyma się razem, zmieniają się tylko prowadzący. Teraz na czwartym kilometrze wyrwał do przodu Robert Gładyś, próbując się oderwać od naszej grupy, co tylko zwiększyło tempo biegu. Czwarty kilometr pokonaliśmy w 4.00. Wbiegliśmy na długą prostą, niestety w tym miejscu droga jest mocno zarośnięta trawą, na jej końcu czeka nagroda – woda dla biegaczy. Miejsce to oznaczono samochodem, na stoliku rozłożono kubki z wodą, które wolontariusze podają biegaczom. Nie oglądam się za siebie, nie wiem, ile osób zostało z naszej grupy, ale pierwszy raz zdarza się, że tak licznie trzymamy się razem jeszcze na piątym kilometrze. Jako jeden z nielicznych łapię dwa kubki, ale woda się rozlewa, zostaje mi dosłownie łyk. Przede mną nikt nie chciał wody,  zostaję więc kilka metrów z tyłu. Próbuję nadrobić te kilka metrów, nie jest łatwo, wiem, że niedługo będzie ta trudna piaskowa górka. Na trasie pokrzywy, które mocno parzą nasze nogi, bo pochylone są przez deszcz w stronę ścieżki. Pomyślałem, że to na zdrowie! Piąty kilometr pokonujemy w tempie 4.07, przede mną tylko kilka osób, nasza grupa mocno się rozciągnęła. Wbiegam na piaskową górkę, nie jest źle, deszcz scementował trochę piasek, za chwilę następny podbieg. Szósty kilometr pokonuję w tempie 4.05. Trochę straciłem sił na tych piaskowych podbiegach, oddycham coraz ciężej, ale nie tylko ja odczuwam trudy tego biegu. Nasza grupa coraz bardziej się rozciąga, odpuszczają kolejni zawodnicy: Robert Gładyś, później Sławek Majchrzak. Siódmy kilometr pokonuję w tempie 4.08,  skręcam ostro w prawo, wbiegam na dłuższy prosty odcinek, obok mnie został tylko Przemek Pronobis. Przed nami w oddali sylwetki naszych liderów – Sylwka i Konrada, ale oni są poza naszym zasięgiem. Już wiem, że dam radę utrzymać tempo i nie odpuszczę, Przemek też wygląda dobrze. Ostry zakręt w lewo i prosta lekko z górki w stronę ośrodka i mety, zostały przed nami niecałe dwa kilometry.

Dziewiąty kilometr w tempie 4.09, echo niesie głosy kibiców na mecie, dopingujących naszym liderom. Został ostatni zakręt w prawo i wbiegamy na chodnik wokół zbiornika. Biegniemy ciągle razem, z tyłu słychać kroki i oddech biegacza, na zakręcie zerkam – to Sławek Niedziela, który nas ściga. Przyśpieszamy,  zakręt w lewo, nawet nie zauważyłem, że od jakiegoś czasu przestało padać. Jeszcze długa prosta, po czym kolejny zakręt w lewo i może z 80 metrów do mety. Na prostej odzywa się mój zegarek, ostatni dziesiąty kilometr w tempie 3.44 i ostatni już zakręt w lewo. W tym miejscu Przemek przyśpiesza, ja już nie mam sił na taki wysiłek. Przemek wpada na metę trzeci, ja zaraz po nim, zatrzymuję stoper, a na nim czas 41.51. Zajmuję czwarte miejsce. Zegarek pokazuje mi średnią na kilometr 4.06. Po chwili dociera do mnie, że to najlepszy mój wynik i miejsce w tegorocznej edycji zawodów. Jestem bardzo szczęśliwy, dostaję wodę i pączka. Gratuluję kolegom dobrego biegu, zmywam z siebie błoto i piasek,  jestem gotowy do obiecanego drugiego masażu. Zabieg sprawił ulgę moim łydkom. Odbieram koszulkę techniczną z biura zawodów za ukończenie czterech rund MosirGutwinRun. Szczęśliwy, pełen endorfin wracam do domu.

Podsumowanie. Duża frekwencja w obu biegach głównych, mimo zmiany pogody, świadczy o tym,
że biegacze pokochali te zawody. Najwytrwalsi zawodnicy zostali nagrodzeni koszulkami technicznymi MosirGutwinRun. Liderzy umocnili się na pozycjach w swoich kategoriach. Bardzo udany mój występ w czwartej rundzie zawodów świadczący, że trening przed maratonem daje efekty. Umocniłem się też na prowadzeniu w kategorii M50.

Wyniki na: http://www.ostrowiecbiega.pl

Red. jęz. Justyna Harabin, zdjęcia: MOSiR oraz własne

Komentarze