Projekt Sydney. Podsumowanie piętnastego i szesnastego tygodnia treningowego (04.09 – 17.09)

Po udanym sprawdzianie na 4. BMW Półmaratonie Praskim pozostało mi raptem kilka treningów w Polsce i dwa treningi w Australii, aby zrealizować cały plan treningowy. Te 15 tygodni przygotowań było dla mnie nie lada wyzwaniem, nie chodzi tylko o poniesiony przeze mnie wysiłek, ale przede wszystkim o stronę organizacyjno-logistyczną przedsięwzięcia. Pierwszy raz w mojej czteroipółletniej przygodzie biegowej podszedłem do treningów poważnie, starając się je wykonywać bardzo starannie. „Starannie” oznaczało nie tylko bieganie, ale wykonywanie treningów na zaplanowanych dystansach i w ściśle określonych tempach. Starałem się także wspomóc mój plan treningowy ćwiczeniami w domu i na siłowni (choć tutaj byłem tylko kilka razy). Były to ćwiczenia wzmacniające mięśnie brzucha, rozciągające, przysiady, pompki itp., które starałem się wykonywać prawie codziennie. Czuję niedosyt co do treningów na siłowni, które powinny być regularne i czuję, że mi ich brakuje. Największym jednak wyzwaniem było takie zorganizowanie każdego tygodnia, aby móc realizować sześć treningów. Przy moim bardzo intensywnym życiu zawodowym i prywatnym było to nie lada wyzwanie, wymagające silnego samozaparcia i wyrozumiałości najbliższych. W okresie letnim przy długim dniu można przestawić realizację treningów na godziny poranne, co rozwiązuje trochę ten problem. Podobnie przy wyjazdach służbowych i prywatnych ekwipunek biegowy stawał się obowiązkowo częścią bagażu. Na 92 zaplanowane treningi nie zrealizowałem może ośmiu lub dziewięciu, z czego dwa po moich sprawdzianach na dystansach półmaratonu. Myślę, że 10 % procent niezrealizowanych treningów jest wynikiem bardzo dobrym i trudnym do poprawienia. Te szesnaście tygodni to z jednej strony okres wydawałoby się – jeśli regularnie trenujesz – bardzo długi, który wywołuje permanentne zmęczenie organizmu, także psychiczne, a z drugiej strony to czas dość krótki, aby osiągnąć wyznaczony cel biegowy. Pamiętajmy tutaj o chorobach, kontuzjach i innych nieprzewidzianych wydarzeniach, które mogą nas na krócej czy dłużej wyłączyć z treningu. We wszystkim potrzebujemy trochę szczęścia. Ja go miałem w wystarczającej ilości. Czy jestem przygotowany? Myślę, że tak. Oczywiście, kilka elementów mógłbym z perspektywy czasu poprawić czy wzmocnić, ale pamiętajmy, że żyjemy w realnym świecie, a bieganie jest tylko pasją.

Poniedziałek (4.09­) to lekki trening A na dystansie 13 km w tempie 5.37. Trening wykonałem w parku miejskim, rozciągając mięśnie nóg zmęczone warszawskim półmaratonem. Każdy kilometr w zakładanym tempie, początkowe kilometry sprawiły mi trochę trudności, każdy następny już tylko radość.

Wtorek (5.09) to tradycyjnie trening interwałowy wytrzymałościowy:  6 powtórzeń x 1600 metrów,  w tempie 7.20 min/1600 m. Pomiędzy właściwymi odcinkami treningowymi wplecione były 400-metrowe odcinki odpoczynkowe. Na miejsce treningu wybrałem sprawdzoną trasę na Karczmę Miłkowską. Trening przy przyjemnej pogodzie rozpocząłem od rozgrzewki na dystansie 1,6 km. Rozgrzany przystąpiłem do właściwego treningu. Pierwsze 1600 metrów pokonałem w 6.53 min, drugie w 6.50 min, trzecie w 6.49 min, czwarte – 6,55 min, piąte – 6,47 min, a szóste – 6,56 min. Trening zakończyłem prawie dwukilometrowym rozbieganiem, po którym zadowolony wróciłem do domu.

Środa (6.09) to dzień wolny od treningu, czas na wypoczynek i regenerację.

Czwartek (7.09) w moim planie treningowym przeznaczony jest na trening tempowy. W tym dniu zaplanowany miałem bieg na dystansie 16 km w tempie 4.37. Na miejsce treningu wybrałem, podobnie jak w środę, trasę na Karczmę Miłkowską i godziny popołudniowe. Pogoda nie była  za ciekawa, ale czego się nie robi dla wyznaczonego celu. Po 1,6 km rozgrzewki ostro ruszyłem do właściwego treningu. Utrzymywałem zakładane tempo na każdym kilometrze w przedziale: 4,17-4,35 min/km, co dało łączny czas właściwego treningu 1.06.18. Trening zakończyłem rozbieganiem na dystansie 1,5 km. Naładowany endorfinami wróciłem do domu.

Piątek (8.09) czekał mnie lekki trening A na dystansie 11 km w tempie 5.14. Mimo wietrznej  i mało przyjemnej pogody udało mi się potruchtać w parku miejskim, utrzymując zakładane tempo, przewiany wróciłem do domu.

Sobota (9.09) i niedziela (10.09) przebiegły pod znakiem wesela (nie mojego!) i wypoczynku. Trening biegowy zamieniony na trening taneczny i próbę silnej woli – nieprzejadania się.

Czwartek (14.09) jedyny godzinny trening przed maratonem w Sydney w dzielnicy Cammeray. Trening rozruchowy bez narzuconego tempa, po stromych ulicach i polu golfowym. I na tym zakończyłem przygotowania do Blackmores Sydney Marathon.  Start 17.09 o godz. 7.05. Relacja z maratonu wkrótce na blogu.

Podsumowanie. Udana końcówka planu treningowego, mimo niezrealizowania dwóch treningów oraz fajny rozruch w Sydney. Myślę, ze jestem dobrze przygotowany do maratonu i jeżeli nie nastąpią nieprzewidziane historie to będzie dobrze. W ostatnich dwóch tygodniach treningowych przebiegłem 70 km.

Okres przygotowań PON. WT. ŚR. CZW. PT. SOB. NIEDZ.

Razem

04.09–10.0

(tydzień 15)

Lekko A

(5,37)

13 km

 

 

Wytrzymałość

(7,20 min          /1600 m)

6 x 1600 m +    400 m

odpoczynek

wolne Bieg tempowy

(4,37)

16 km

 

 

Lekko B

(5,14 )

11 km

 

 

Lekko A

(5,37)

13 km

Długi bieg

(5,01)

13 km

60 km

11.09–17.09

(tydzień 16)

podróż

 

 

 

podróż

 

 

 

Lekko A

(5,37)

10 km

 

 

Lekko B

(5,14 )

3 km

Blackmores Sydney Marathon

 

 

 

10 km

Red. jęz. Justyna Harabin, zdjęcie: Stachu Dunin-Borkowski

Podziel się ze znajomymiShare on Facebook
Facebook
0Share on Google+
Google+
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Pin on Pinterest
Pinterest
0Print this page
Print

Komentarze