Ostrowieckie Biegi Niepodległości 2017

Narodowe Święto Odzyskania Niepodległości, które obchodzimy w Polsce 11 listopada, przyjmuje w Ostrowcu Św. wymiar święta biegowego. Ostrowieckie Biegi Niepodległości od lat wpisują się w aktywny  sposób spędzania  wolnego czasu w mieście.  Z roku na rok impreza biegowa się rozwija, przyciągając rzeszę biegaczy nie tylko z Ostrowca Św. czy regionu, ale także z Ukrainy czy Mołdawii.  Poza głównym biegiem na 10 km skierowanym do osób od 16 roku życia odbywają się konkurencje adresowane do szkół i przedszkoli, dzięki czemu tworzy się prawdziwa rodzinna atmosfera narodowego święta niepodległości.

Organizatorem imprezy jest Gmina Ostrowiec Św. i Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji – pomysłodawca i organizator innej popularnej cyklicznej imprezy biegowej MosirGutwinRun. Także druga sztandarowa impreza biegowa MOSiR-u, czyli Ostrowieckie Biegi Niepodległości, z roku na rok się rozwija, widać to po frekwencji, zasięgu oddziaływania i coraz lepszej organizacji. W tym roku organizator zmienił trasę biegu głównego, wykorzystując stadion KSZO i bazę Hali Sportowo-Widowiskowej przy ul. Świętokrzyskiej. Nowa trasa biegu głównego rozpoczyna się na płycie Miejskiego Stadionu Sportowego KSZO, biegnie uliczkami Starej Huty przez wiadukt przy rondzie, później ulicą Żabią, Mickiewicza i Sienkiewicza do rynku i z powrotem po tej samej trasie do mety, która, podobnie jak start, umiejscowiona została na stadionie miejskim.

Zapisy do Ostrowieckich Biegów Niepodległości odbywały się w formie elektronicznej przez wypełnienie formularza zgłoszeniowego na stronie internetowej MOSiR Ostrowiec Św. (http://www.ostrowiecbiega.pl) w terminie od 1.09.2017 r. do 6.11.2017 r. Można było się też zapisać osobiście w dniu zawodów w godzinach od 8.00 do 12.00 w Biurze Zawodów – w budynku Hali Sportowo-Widowiskowej MOSiR ul. Świętokrzyska 11. Opłata startowa wynosiła: do dnia 1 października – 30 zł, do dnia 9 listopada – 40 zł oraz w dniu zawodów – 50 zł.

W dniu 11 listopada start biegu głównego wyznaczony był na godzinę 13. Przeglądając od kilku dni prognozy pogody, nic nie wskazywało, że będzie odpowiednia aura do biegania, zapowiadano zimno, deszcz i wiatr. Wyglądając przez okno w sobotni poranek, ze zdumieniem przecierałem oczy, bo było wbrew prognozom – słońce wstawało znad horyzontu, a na niebie nie pojawiło się za wiele chmur. Jedynie wiał dość mocny wiatr, wprowadzając drzewa w rytmiczne kołysanie i zrobiło się dość chłodno. Pomyślałem wtedy, że będzie dobrze, jeśli… nie spadnie deszcz. Spokojnie zjadłem lekkie  śniadanie, pilnując trzygodzinnego odstępu od startu, trochę się też nawodniłem. Wyciągnąłem rzeczy do biegania: koszulkę maratońską, którą nałożę na bluzę termalną, krótkie spodenki i długie biegowe leginsy. Postanowiłem, że zdecyduję przed startem, które założę. Mój strój uzupełniły buty biegowe i czapka, nie zapomniałem też o biało-czerwonym kotylionie, który w tym dniu jest ważnym elementem stroju biegowego. Tak przygotowany udałem się na miejsce startu do biura zawodów odebrać mój pakiet startowy.

Odbiór pakietów startowych odbywał się w Hali Sportowo-Widowiskowej MOSIR, gdzie w pomieszczeniach holu i  zaplecza zorganizowano biuro zawodów. Duża przestrzeń zaplecza hali została dobrze dostosowana do potrzeb biegaczy, dobrze też funkcjonowało biuro zawodów w sali konferencyjnej. W szatni zorganizowano miejsce wydawania pakietów startowych i przyjmowania depozytów od biegaczy. Na półpiętrze hali przygotowano strefę relaksu dla zawodników – dwa stanowiska do masażu i kilkanaście leżaków do odpoczynku. Niżej na stanowisku można było sprawdzić chip dołączony do pakietu startowego.

Szatnię hali, w której zostało zorganizowane miejsce wydawania pakietów startowych, podzielono na sektory według przedziałów numerów startowych. Pozostałą część szatni wykorzystano na miejsce składania depozytów przez biegaczy.

Po okazaniu dokumentu ze zdjęciem pakiet startowy trafił w moje ręce. Lniana torba w kolorze pomarańczowym z nadrukiem okolicznościowym skrywała numer startowy, chip na but, koszulkę techniczną koloru czerwonego (u mężczyzn i białego u kobiet) z pięknym nadrukiem orła – godła Polski, butelkę napoju izotonicznego oraz materiały reklamowe.

W tegorocznej edycji imprezy spotkała mnie niespodzianka i wyróżnienie.  Zostałem zaproszony do udziału w Ostrowieckich Biegach Niepodległości i otrzymałem numer startowy  „1„. Poproszono mnie także o przedstawienie moich doświadczeń maratońskich w formie krótkiej prezentacji przed dekoracjami zwycięzców biegu głównego.

Miałem trochę czasu do rozpoczęcia biegu głównego, więc mogłem zobaczyć strefę startową i odbywającą się w tym czasie rywalizację dzieci. Miejsce startu, będące jednocześnie metą imprezy, umieszczono na płycie boiska. Zawodnicy startując i finiszując, muszą przebiec ok. 200 metrów po trawiastej nawierzchni ostrowieckiego stadionu. Obok linii strefy startowej umieszczono trybunę, z której komentowane są starty biegaczy i gdzie będzie oficjalne rozpoczęcie zawodów. Obok strefy startowej na trybunach siedziało sporo kibiców i rodzin dopingujących dzieciom oraz oczekujących na start biegu na 10 km.

Mój bieg niepodległości

Przebieram się szybko w szatni, przypinam numer startowy, zdecydowałem się pobiec w krótkich spodenkach biegowych, ponieważ pogoda ciągle sprzyjała mimo silnych podmuchów wiatru. Udaję się do strefy relaksu, tam masażysta rozgrzewa moje mięśnie nóg, jestem więc gotowy do rozgrzewki. Rozgrzewam się na drodze wokół korony stadionu mimo tłoku, po 10 minutach jestem gotowy do startu. Ostatnia wizyta w toalecie i przemieszczam się do strefy startowej. Jest tutaj dość ciasno, ponieważ do biegu na dystansie 10 km zgłosiło się 309 zawodników. Oficjalne rozpoczęcie zawodów dobiegło końca, zbliżał się czas startu. Przesuwam się na przód stawki, ustawiam się przy znajomych biegaczach. Wiem, że tegoroczna trasa nie jest łatwa, a podmuchy wiatru i ewentualny deszcz na pewno nie pomogą. Zawsze jest coś przeciwnego, ale daję radę, więc dziś też powinno być dobrze. Te moje myśli, rozprasza sygnał startowy.

Ruszamy, odpalam mój zegarek. Pierwsze dwieście metrów to popis sprinterski czołówki, który także mi i moim kolegom się udzielił.  Zbiegamy z nawierzchni trawiastej na asfalt i skręcamy w prawo do bramy wjazdowej hali, to kolejne sto pięćdziesiąt metrów. Z bramy skręcamy w prawo na ul. Świętokrzyską, po niecałych stu metrach zakręt w lewo na parking i z parkingu w prawo w ul. Brody. Wreszcie dłuższy prosty odcinek, tutaj odzywa się mój zegarek – minął pierwszy kilometr. Patrzę z przerażeniem na tempo: 3.32! Jestem przerażony, to musi się odbić na ostatnich kilometrach! Moja grupa trochę zwalnia, skręcamy w lewo w ul. Solidarności, długa prosta zakończona ostrym zakrętem w prawo, w ul. Centralnego Okręgu Przemysłowego. Tutaj muszę uważać, bo asfalt kilka razy poprzecinany jest szynami kolejowymi, kolejny zakręt w prawo i jestem na ul. Kolejowej, którą dobiegnę do wiaduktu. Tam czeka nas ostra nawrotka. Na ul. Kolejowej upływa drugi kilometr trasy, który przebiegłem w tempie 3.44. Też bardzo szybko. Z ul. Kolejowej skręcamy w prawo na chodnik przy Urzędzie Pracy i wspomniana nawrotka w górę na wiadukt. Obawiałem się przed startem, że będzie w tym miejscu tłoczno, jednak dwa kilometry wystarczyły, żeby rozciągnąć stawkę biegaczy.

Ja trzymam się Kingi Kacugi. Jest w pobliżu także kilku znajomych biegaczy, w tym Łukasz Żaczek i Konrad Sulik. Na wiadukcie grupa, w której biegnę, mocno się rozciąga, skręcam w lewo w ul. Żabią, znów dwustu, trzystumetrowy prosty odcinek opadający lekko w dół. Tutaj mijam znak oznaczający trzeci kilometr trasy, moje tempo wciąż dobre: 3.59. Wiadukt musiał odcisnąć swoje piętno. Z Żabiej skręcamy w prawo w ul. Mickiewicza, trasa robi się lekko pod górkę na most, później będzie lekko z górki do wysokości pływalni „Rawszczyzna” i znów wspinaczka aż do rynku i dalej aż do wysokości ul. Szerokiej. Na wysokości pływalni mija czwarty kilometr trasy, tempo ciągle dobre: 3.58. Kinga odpuszcza, zostaję sam na trasie, warunki pogodowe dobre, niestety wiatr wiejący z naprzeciwka trochę przeszkadza i wymusza większy wysiłek. W głowie myśl, że jak minę rynek, to już będzie dobrze, później już do wiaduktu z górki. Na rynku organizatorzy urządzili punkt odżywiania: jest woda, są też banany i czekolada. Z ul. Starokunowskiej odbijamy w lewo w ul. Iłżecką, jesteśmy na ostrowieckim rynku. W punkcie odżywiania łapię kubek z wodą, wypijam kilka łyków. Trasa biegu  ciągle pnie się w górę, jeszcze zostało może sto metrów podbiegu, a później będzie już dobrze, bo z górki… Tutaj mijam półmetek zawodów, łapię tempo 4.08. Myślę, że tempo nie jest najgorsze, biorąc pod uwagę podbieg i punkt odżywiania.

Na podbiegu dobiega do mnie zawodnik, nie znam go, więc musi być spoza Ostrowca i dalej biegniemy razem. Teraz trasa zbiega w dół ul. Sienkiewicza i Mickiewicza, tempo biegu delikatnie wzrosło, ale coraz bardziej przeszkadza wiatr, stawiając opór. Na wysokości Pomnika Marszałka Józefa Piłsudskiego mocno kibicują mi samorządowcy, którzy właśnie skończyli uroczystości Święta Niepodległości. Bieganie po pętli zawodów ma swoje plusy, można zobaczyć jak daleko za tobą zostali na trasie koledzy biegacze. Co jakiś czas ktoś z biegnących w przeciwnym kierunku krzyczy moje imię i zagrzewa do walki. Nie wiedziałem, że jestem tak popularny! Na ul. Mickiewicza przy basenach kończę szósty kilometr trasy w tempie 4.02, więc udało się trochę przyspieszyć, teraz most na Kamiennej i skręt w lewo w ul. Żabią. Biegnie mi się coraz ciężej, pierwsze kilometry zrobiły swoje i ten wiatr, zaczyna okropnie przeszkadzać. Trzymam się cały czas kolegi biegacza, który wyraźnie podkręca tempo, ale nie odpuszczam. Przed wiaduktem mijam siódmy kilometr trasy, tempo biegu wzrosło do 3.58. Teraz lekko w górę i na wiadukt, od połowy będzie z górki i ostra nawrotka pod Urząd Pracy, potem w lewo i długa prosta na ul. Kolejowej. Kolega, z którym biegłem, wyraźnie jest w lepszej formie, wyprzedził mnie o kilka metrów na wiadukcie i później cały czas powiększał przewagę. Na ul. Kolejowej bardzo dmucha silny wiatr, wytrącając mnie z rytmu, niestety słabnę. Ósmy kilometr pokonuję w tempie 4,08. Skręcam w lewo w ul. COP, tutaj także wieje, dobiega do mnie młoda biegaczka Dominika Łukasiewicz, której przez chwilę towarzyszę, ale nie daję rady utrzymać jej tempa. Skręcamy jeszcze razem w lewo w ul. Solidarności, ale ja odpuszczam. Dziewiąty kilometr przy silnym wietrze i zmęczeniu  przebiegam w tempie 4.12, czyli dość słabo. Próbuję się mobilizować, do mety został tylko kilometr. Udaje mi się lekko przyspieszyć, czuję oddech na plecach kolegi Przemka Pronobisa. Skręcam w prawo w ul. Brody, następnie w lewo na parking, którym dobiegam do ul. Świętokrzyskiej . Wiem już, że nie przebiegnę życiówki, bo wiatr zrobił swoje. Przekraczam bramę MOSiR-u  zostało może 400 metrów do mety. Staram się jeszcze przyspieszyć, w tym momencie oprócz wiatru zacina deszcz. Już jestem na płycie stadionu, jeszcze 150 metrów po murawie, wiem, że nie dam się już nikomu wyprzedzić, wbiegam na metę, łapię czas: 40.26.68. Wynik nie najlepszy, ale w tych warunkach nic więcej nie udało się wycisnąć. Medal ląduje mi na szyi, odbieram gratulacje i ja także gratuluję kolegom. Mogę już spokojnie przemieścić się do szatni. Właśnie zakończyłem sezon startowy roku 2017.

Podsumowując, Ostrowieckie Biegi Niepodległości 2017 to rekord frekwencji: 308 zawodników ukończyło bieg główny na 10 km, bardzo dobra organizacja imprezy, świetne pakiety startowe i nagrody.

Wyniki open na http://ostrowiecbiega.pl/files/OBN2017_open.pdfw.

Red. jęz. Justyna Harabin, zdjęcia: MOSiR, FotoMaraton.pl, Galeria Time Keeper i własne

Podziel się ze znajomymiShare on Facebook
Facebook
40Share on Google+
Google+
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Pin on Pinterest
Pinterest
0Print this page
Print

Komentarze