VI MosirGutwinRun – 1. runda

Ponad pół roku biegacze musieli czekać na nową edycję zawodów MosirGutwinRun, które od 2013 roku zapisują piękną kartę w popularyzowaniu amatorskiego biegania w Ostrowcu Św. Przez ten czas zawody wypracowały ciekawą formułę i profesjonalną organizację. W opinii wielu biegaczy MosirGutwinRun to najlepsze zawody biegowe w tej części województwa.

W 6. edycji zawodów organizatorzy wytyczyli nową trasę na dystansie maratonu na raty. Nowa trasa  omijała nielubiany przez biegaczy piaskowy podbieg na siódmym kilometrze, przez co zrobiła się szybsza i łatwiejsza. Zmieniono także godziny startów poszczególnych biegów. W tej edycji bieg na dystansie maratonu na raty wystartuje jako pierwszy o godz. 9.30. Miłą niespodzianką w tej edycji zawodów jest wprowadzenie elektronicznego pomiaru czasu i numerów startowych z chipami. Impreza zyska bardziej profesjonalny charakter.

Niedzielny poranek 6 maja wróżył piękną, słoneczną pogodę. Tego dnia wstałem dość wcześnie, ponieważ ekscytacja nową edycją MosirGutwinRun nie dawała mi spać. Organizatorzy wyznaczyli odbiór numerów startowych w godzinach od 8.00 do 9.00, w biurze zawodów w Ośrodku Wypoczynkowym na Gutwinie. Zebrałem się dość szybko i w ciągu 8 minut byłem już na miejscu. Na parkingu ośrodka było już sporo samochodów. Przed pawilonem ratowników, gdzie zawsze ustawiony jest start i meta zawodów, ustawiła się spora kolejka biegaczy do odbioru numerów startowych. Organizatorzy pod wypuszczonym dachem pawilonu zorganizowali biuro zawodów, gdzie można było potwierdzić swój udział (gdy zapisaliśmy się przez internet) lub, podpisując oświadczenie, zapisać się na jeden lub dwa biegi. W biurze zawodów odbierało się numery startowe. Opłata startowa wynosiła jednorazowo za wszystkie edycje 5 zł. Ta drobna kwota pokrywa koszty wypożyczenia nowego systemu elektronicznego pomiaru czasu. Liczba osób chętnych do startów w obu biegach przeszła najśmielsze oczekiwania organizatorów (282 biegaczy + 30 zawodników nordic walkingu) z tego powodu opóźnił się start pierwszego i drugiego biegu. Nowy system wymagał od informatyka więcej pracy przed startem, w drugiej rundzie nie powinno być już takich problemów.

Przed startem, który się opóźniał, spotkałem wielu znajomych biegaczy – to  jeden z powodów dla których lubię tutaj biegać. Z niektórymi uczestnikami rozpoczynałem swoją przygodę biegową w pierwszej edycji tych zawodów, w roku 2013. Rozmowy rozmowami, ale musiałem się też rozgrzewać do biegu. Rozgrzewkę przeprowadziłem wokół zbiornika, lekki zimny wiaterek towarzyszył pięknej słonecznej pogodzie. Ćwicząc, nie myślałem o strategii biegu, będę pewnie walczył na maksa, jak w każdej edycji. W tym sezonie mam mocną konkurencję w swojej kategorii M-50, kilku naprawdę mocnych biegaczy. To tylko podkręci naszą rywalizację.

Start biegu na 10 km przedłużył się o ponad 20 minut,  technika i największa w historii zawodów liczba uczestników zrobiły swoje. Nikomu to jednak nie przeszkadzało, wszyscy cierpliwie czekali na strzał z pistoletu startowego. Na starcie zabrakło głównego faworyta każdej dotychczasowej edycji MosirGutwinRun – Sylwka Lepiarza, nie było też triumfującego pod nieobecność Sylwka –  Michała Karasińskiego. Nie znaczy to, że zabrakło dobrych biegaczy, takich jak Michał Jagieło, Marcin Matysiak, Michał Wojton czy Konrad Sulik.

Grzegorz Bażant, pomysłodawca tej imprezy, strzałem z pistoletu zasygnalizował start nowej edycji MosirGutwinRun. W tym biegu uczestniczyło 133 biegaczy, to nowy rekord rundy.  Zniecierpliwiona czołówka z impetem wystartowała do ponad dziesięciokilometrowego biegu. Już po chwili wyodrębniła się może 6-7 osobowa czołówka. Na czele Michał Jagieło, Michał Wojton i Rafał Goławski. Zaraz po nich następna grupa z Marcinem Matysiakiem, Karolem Gebką, Konradem Sulikiem, Łukaszem Żaczkiem i moją osobą. Tempo na pierwszym kilometrze wokół zbiornika wręcz zawrotne: 3.54. Po skręcie na leśną ścieżkę wcale nie spadło, drugi kilometr pokonałem w podobnym czasie: 3.55. Czołówka z Michałem Jagieło z każdym metrem oddalała się od nas, z tyłu delikatnie został Michał Wojton. Ja próbowałem utrzymać tempo, które narzucił Marcin Matysiak, za nami czuć było oddech kilku kolegów, ale z każdym metrem coraz bardziej odległy. Skręcamy w prawo na dukt leśny, czyli odwrotnie niż w poprzednich edycjach. Trasa jest sucha, nie ma błota ani kałuż, typowa leśna ścieżka, pełna nierówności, na której cały czas należy być bardzo skoncentrowanym, ponieważ łatwo się potknąć czy przewrócić. Jednak trzeci kilometr pokonuję w tempie jeszcze szybszym: 3.49, co po stwierdzeniu Marcina, że mamy bardzo dobre tempo – przeraziło mnie! Ta myśl spowodowała, że każdy następny metr pokonywałem trochę wolniej od niego i zostałem z tyłu.

Teraz biegłem już samotnie, czwarty kilometr pokonałem wolniej: 3.57. Mobilizowałem się jak mogłem, żeby utrzymać dobre tempo biegu. Na piątym kilometrze ustawiony był punkt nawadniania, organizatorzy przygotowali stół zastawiony kubkami z wodą, oznaczało to półmetek biegu. Złapałem dwa kubki ze stołu, wypiłem kilka łyków wody, niestety trochę mnie to wybiło z rytmu. Piąty kilometr pokonałem w tempie: 4.09, trasa biegnie teraz delikatnie z górki, łatwiej utrzymać tempo. Szósty kilometr pokonałem w tempie 4.04. Biegnąc, nigdy nie oglądam się do tyłu, jednak ktoś zbliżał się do mnie, słyszałem coraz głośniejszy jego oddech. To był Przemek Pronobis, który bez trudu mnie wyprzedził, za chwilę wyprzedził mnie także Karol Gębka, który wcześniej się potknął  i upadł. Upadek na szczęście był na tyle łagodny, że Karol szybko się pozbierał i… mnie wyprzedził.  Starałem się jednak, aby przewaga tej dwójki się nie powiększała. Siódmy kilometr pokonuję w tempie 4.07, skręcam w prawo, później w lewo. Ustabilizowałem tempo, odzyskałem też siły, do mety zostały ponad dwa kilometry. Przede mną też zmiany, widzę plecy Karola Gębki, do którego mam trzydzieści metrów.

Ósmy kilometr pokonuję w czasie 4.03. Znajoma trasa przez las, dodaje mi tylko motywacji, wiem, że już niedaleko do mety. Słyszę już odgłosy dopingu, które wzmocnione taflą wody odbijają się od ściany lasu. Dziewiąty kilometr w tempie 4.04, po chwili skręt w lewo i wybiegam na ścieżkę wokół zbiornika wodnego, tłum kibiców mocno dopinguje biegaczy, został niecały kilometr. Staram się przyspieszyć, widzę przede mną biegnących zawodników, najbliżej mnie jest Karol Gębka, przed nim Przemek Pronobis, jednak obaj poza moim zasięgiem. Na zakręcie oglądam się w lewo, mam bezpieczny dystans nad Łukaszem Żaczkiem, może z pięćdziesiąt metrów, staram się przyspieszyć. Dziesiąty kilometr pokonuję w tempie 3.58, do mety zostało 180 metrów. Teraz końcówka, skręcam w lewo i sto metrów do mety, przyspieszam i przebiegam linię mety. Łapię czas: 40.44, jestem siódmy i pierwszy w kategorii M50! Po raz pierwszy zadziałał system elektronicznego pomiaru czasu. To najlepszy mój wynik w historii wszystkich edycji. Przybijam piątki znajomym, gratuluję Michałowi zwycięstwa.

Pierwsza runda już za nami! Za 40 minut rusza bieg na dystansie półmaratonu na raty, czyli 5 km z kawałkiem. Czekam na start kolegów, teraz to ja mogę im kibicować! Już cieszę się na emocje, które będą towarzyszyć nam za niecały miesiąc. Do zobaczenia 3 czerwca na drugiej edycji!

Pełne wyniki na www.ostrowiecbiega.pl

Red. jęz. Justyna Harabin, zdjęcia: MOSIR i własne.

Podziel się ze znajomymiShare on Facebook
Facebook
29Share on Google+
Google+
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Pin on Pinterest
Pinterest
0Print this page
Print

Komentarze