5. Wieczorny 4F Półmaraton Praski

Planując tegoroczny sezon startowy, nie wyobrażałem sobie takiej sytuacji, że nie wystartuję w Półmaratonie Praskim. Rok temu debiutowałem na tej imprezie biegowej. Uważam, że jest to jeden z najlepiej zorganizowanych półmaratonów, w jakich brałem udział do tej pory. Atutem tych zawodów, oprócz samej organizacji, jest płaska i szybka trasa biegowa oraz pora dnia, w której odbywa się półmaraton – wieczór, kiedy występują idealne do biegania temperatury.
Tegoroczna edycja Półmaratonu Praskiego odbyła się 1 września 2018 roku. Poza zmianą głównego sponsora na 4F, wszystkie inne elementy imprezy biegowej pozostały bez zmian, w tym ten najważniejszy – trasa półmaratonu. Trasa zawodów prowadzona jest prawobrzeżną częścią Warszawy, głównie po terenie dzielnicy Praga-Południe, a start i meta usytuowane są przy PGE Stadionie Narodowym.


Pakiet startowy
Zapisy do kolejnej edycji zawodów są możliwe praktycznie już następnego dnia po zakończeniu półmaratonu. Odbywają się elektronicznie na stronie organizatora: www.polmaratonpraski.pl. Opłata startowa jest uzależniona od czasu zgłoszenia i waha się od 99 zł do 139 zł /99 zł zapłacą uczestnicy w przedziale numerów: 201-4000, 119 zł zapłacą uczestnicy w przedziale numerów: 4001-7000 i najwyższą stawkę 139 zł zapłacą uczestnicy w przedziale numerów 7001-9000./ Na 9000 zawodników organizatorzy ustalili limit startujących w 5. edycji Wieczornego Półmaratonu Praskiego. Pakiet startowy, podobnie jak rok wcześniej, był do odbioru przy ul. Młyńskiej 25, w niedużej hali usytuowanej pomiędzy nowoczesnymi blokami mieszkaniowymi. Pakiet startowy można było odbierać przez dwa weekendy poprzedzające zawody, a dobrym rozwiązaniem dla biegaczy spoza Warszawy była możliwość jego odbioru także w dniu imprezy do godziny 17. Wystrój hali stanowiły głównie stoiska, na których można było odebrać pakiety startowe na półmaraton i bieg na 5 km oraz reklamy sponsorów, a także tablice z trasą półmaratonu i biegu na 5 km. Całość dopełniały nieliczne stoiska z żelami energetycznymi i piwem bezalkoholowym o właściwościach izotoniku. Do odebrania pakietu uczestnik potrzebował potwierdzenia zgłoszenia z numerem startowym, które przychodziło na podanego w czasie rejestracji mejla, oraz dokumentu tożsamości. W skład pakietu startowego wchodził numer startowy, koszulka techniczna 4F oraz książeczka informacyjna organizatora. Całość umieszczona w plastikowym worku z numerem zawodnika, który mógł wykorzystać prezent jako worek depozytowy.


Miasteczko biegowe
Podobnie jak rok temu, miasteczko biegowe zostało zbudowane na błoniach PGE Stadionu Narodowego. Składało się z kilku dużych namiotów rozrzuconych w różnych częściach sporego placu, który ograniczały dwie drogi, przy jednej była ustawiona konstrukcja linii startu, przy drugiej – podobna konstrukcja wyznaczająca metę zawodów. Wszystko to w cieniu Stadionu Narodowego. Największy namiot przygotowany przez organizatorów pełnił funkcję depozytu na rzeczy biegaczy. Obok depozytu stał namiot pełniący funkcję centrum masażu i pomocy medycznej. Po drugiej stronie placu, tuż przy linii mety została zbudowana spora scena do dekoracji zwycięzców, a trochę dalej namiot dla WiP-ów. Na placu za linią startu nie zabrakło też przenośnych toalet w liczbie kilkudziesięciu, wystarczająco wielu do sprawnej obsługi biegaczy. Był jeden spory minus miasteczka biegowego, podobnie jak rok temu – słaba oferta żywieniowa. W tej strefie mocno reklamował się producent piwa bezalkoholowego o właściwościach izotoniku, a firmowe leżaki pod parasolami stanowiły miejsce relaksu przedstartowego.

Przed startem                                                                                                                                                                       Start półmaratonu przewidziany był na godzinę 20.30, godzinę wcześniej miał wystartować bieg na 5 km. Mimo że przed Stadionem Narodowym jest sporo miejsca, kilkanaście tysięcy biegaczy i kibiców dość szczelnie wypełniło każdy zakamarek placu. Szczególnie brakowało miejsc do siedzenia. Dopiero po starcie Praskiej Piątki zrobiło się trochę luźniej i można było już spokojnie myśleć o rozgrzewce. Organizatorzy zapewnili dla chętnych wspólny trening przed każdym z biegów. Nie skorzystałem z tej możliwości, rozgrzewałem się sam wzdłuż drogi, przy której ustawiona była linia startowa. Na tej drodze zabezpieczonej metalowymi płotkami stały słupy z proporcami wyznaczającymi strefy startowe. Wokół robiło się już dość ciemno, w oddali widać było pięknie podświetloną bryłę PGE Stadionu Narodowego. Czas startu zbliżał się nieubłaganie. Rozgrzewając się, spotkałem kilku kolegów biegaczy z Ostrowca Św., którzy podobnie jak ja startowali w półmaratonie. Rozgrzewkę zakończyłem wizytą w toalecie i powoli przemieszczałem się bliżej linii startu do mojej strefy startowej (1.30). I tutaj miłe zaskoczenie – nie było w strefie wielkiego tłoku, spokojnie mogłem pożegnać się z moją partnerką stojącą przy barierkach, która przyjechała mi kibicować. Spiker w tym czasie przedstawiał elitę biegaczy oraz zaproszonych gości, zbliżał się start zawodników na wózkach, którzy mieli wystartować 5 minut przed nami. W tłumie biegaczy rosło napięcie w oczekiwaniu na wystrzał startowy. Między biegaczami unosiły się baloniki pacemakerów ustawionych w poszczególnych strefach.

 


Start półmaratonu
Spiker powoli odliczał sekundy do startu. Wreszcie padł strzał i z impetem ruszyła pierwsza grupa biegaczy, w której się znajdowałem. Mimo że nie było wielkiego tłoku, zaskoczyło mnie wolne tempo pierwszego kilometra, wiedziałem, że muszę przyspieszyć. Czas pierwszego kilometra utwierdził mnie w tym przekonaniu – 4.16 to było… trochę za wolno. Przyspieszyłem, wyprzedzając biegaczy brzegiem drogi lub korzystając z chodnika. Na trasie zrobiło się luźniej. Pacemakerzy z balonikami na 1.30 już po drugim kilometrze zostali lekko w tyle. Drugi kilometr pokonałem w czasie 4.03. Na odcinku ulicy Grochowskiej organizatorzy ustawili pierwsze stoisko odżywiania, tam złapałem kubek z wodą i wypiłem kilka łyków. Musiałem pilnować nawadniania, ponieważ temperatura powietrza wahała się wokół 18 st. C. Była to myślę, idealna temperatura do biegania, przynajmniej dla mnie. Trzeci kilometr przebiegłem w czasie 4.03. Biegnie mi się lekko, czuję że mam dość sił, żeby powalczyć o dobry wynik. Z ul. Grochowskiej skręcamy w prawo w al. Waszyngtona. Na tej prostej mija czwarty i piąty kilometr zakończony pierwszym punktem kontrolnym czasu: pierwszą piątkę pokonuję w czasie: 20.31 min. Jestem bardzo zadowolony, ale też pełen obaw, czy to nie za szybko? Czy będę w stanie utrzymać wysokie, jak na półmaraton tempo? Na ul. Francuskiej na szóstym kilometrze ustawiono kolejny punkt odżywiania, pojawiły się izotoniki. Biegnie mi się bardzo dobrze, wokół mnie stabilizuje się grupa biegaczy, każdy kolejny kilometr pokonuję w przedziale 4.01-4.08. Na ósmym kilometrze biorę żel energetyczny MuleBar, który od roku jest ze mną na każdych zawodach. Na ulicach, mimo już wieczorowej pory, było sporo kibiców, całych rodzin dopingujących biegaczom. Organizatorzy zadbali także o punkty muzyczne, głównie DJ-ów zagrzewających zawodników do większego wysiłku. To wszystko wpływa na fajny klimat tej imprezy. Na dziesiątym kilometrze kolejny punkt odżywiania i kolejny pomiar czasu. Czekałem na wodę, ponieważ wziąłem żel energetyczny, a nie miałem czym popić, woda przyniosła mi ulgę. Dziesiąty kilometr pokonuję w czasie: 40,07, czyli na drugiej piątce jeszcze przyspieszyłem. Boję się, że może mi zabraknąć sił na końcówce, ale wciąż ryzykuję.


Półmetek
Na trasie jeszcze kilka zakrętów, mijam półmetek zawodów, później dwunasty kilometr i jestem już na Wale Miedzeszyńskim – długiej prostej, gdzie na trzynastym kilometrze będzie nawrotka i znów długa prosta prawie siedmiokilometrowa pod sam Stadion Narodowy. Ten odcinek lubię najbardziej. Na tym odcinku, przed nawrotką, można było obserwować po drugiej stronie szerokiej ulicy czołówkę biegaczy, która zniknęła z pola widzenia w ułamku sekundy. Na trzynastym kilometrze organizatorzy ustawili kolejny punkt odżywiania, a na piętnastym kilometrze trzeci pomiar czasu, który wskazał: 59.18 min. I znów kolejną piątkę pokonuję bardzo szybko. Sam jestem zaskoczony skąd mam tyle sił i energii – myślę, że trening metodą Hansonów działa, działa także suplementacja MuleBar oraz racjonalne nawadnianie organizmu. Nie czuję bólu, chociaż łydki już mam dość ciężkie. Na siedemnastym kilometrze biorę ostatni żel energetyczny z kofeiną, który mam nadzieję, da mi energię na końcówce. Nad horyzontem wyrasta majestatyczna sylwetka PGE Stadionu Narodowego, pięknie podświetlonego, który tylko wyzwala u mnie dodatkowy przypływ endorfin. Wyprzedzam kolejnych zawodników, już nawet przestałem ich liczyć, ich liczba sięga kilku dziesiątek
Meta
Zbliżam się do nawrotki na 19. kilometrze, później jeszcze czeka jedna nawrotka i prosta do mety. Dwadzieścia kilometrów pokonuję w czasie: 1.21 godz. Mijam drugą nawrotkę, później pokonuję tunel i ostatnią prostą. Za tunelem wzmaga się doping kibiców zgromadzonych wokół mety, który daje dodatkową motywację. Staram się jeszcze przyspieszyć i to mi się udaję, ostatni kilometr pokonuję w czasie: 3.54. Jeszcze chwilę i przekroczę linię mety. Zerkam na zegarek: 1.25.59, ostatecznie oficjalny mój czas netto to 1.26.01 i 194. miejsce open i 7. miejsce w kategorii M50. Zaraz za linią mety czeka moja partnerka Renata, wpadam w jej ramiona, później medal ląduje na mojej szyi, wiem, że mam życiówkę i jestem bardzo szczęśliwy. Wolontariusze wkładają mi w ręce prowiant, a na plecy zakładają folię termiczną. Teraz już został powrót nocny do domu.

Wyniki 5. Wieczornego 4F Półmaratonu Praskiego 2018:

Piotr Dasios,  nr bib: 5751,  czas netto: 01:26:01, miejsce open: 194, miejsce mężczyzni:  188,  kat. M50: 7;

 

Red. jęz. Justyna Harabin,  zdjęcia własne i organizatora (1 szt.)

 

Komentarze