W niedzielę 23 września 2018 r. odbyła się piąta runda VI edycji MosirGutwinRun. Te lokalne zawody wpisały się na stałe w kalendarz imprez biegowych w mieście, przyciągając rzesze biegaczy z Ostrowca Św. i regionu. Moja nieobecność na dwóch z czterech już odbytych rund dodatkowo mobilizuje mnie do udziału w ostatnich dwóch zawodach VI edycji, ponieważ do klasyfikacji końcowej i wiekowej niezbędny jest udział w minimum czterech. Ta lokalna i regionalna rywalizacja, szczególnie na poziomie kategorii wiekowych, już praktycznie od pierwszej edycji wywoływała emocje i mobilizowała do treningów.
Przez te sześć lat funkcjonowania imprezy biegowej na Gutwinie dorobiłem się, pewnie nie tylko ja, nieustępliwych konkurentów biegowych, ale przede wszystkim kolegów i przyjaciół. Stąd też siła tej imprezy, bo wszyscy czujemy się jedną wielką grupą kolegów i przyjaciół, którzy nie tylko nie wyobrażają sobie życia bez biegania, ale także bez spotkań pod znakiem MosirGutwinRun.


Poranek wrześniowej niedzieli był deszczowy i wietrzny. Nie wróżyło to dobrze dzisiejszym biegom. Nie było jakoś specjalnie zimno, ale dość mocno padało, więc warunki na trasie w lesie będą ciężkie. Nie wiedziałem, jak się ubrać do deszczowego biegu, więc postawiłem na minimum – im mniej na sobie, tym lżej. Gdy dojechałem na Gutwin, na parkingu przed ośrodkiem nie było tłoku. Przy takiej pogodzie większość zawodników przyjedzie na miejsce tuż przed startem. Pod ochroną parasola i ciepłej kurtki udałem się do biura zawodów potwierdzić udział w biegu na dystansie maratonu na raty. Przed biurem sporo osób chroniących się przed deszczem pod dachem pawilonu. Pogadałem ze znajomymi, nic nie wróżyło zmiany pogody. Niechętnie wróciłem do samochodu, aby się przebrać do startu. Pod ciepłym ubraniem miałem przezornie założony strój biegowy. Chciałem się jakoś rozgrzać przed biegiem, więc założyłem na koszulkę biegową cienką kurtkę przeciwdeszczową. Do startu został kwadrans, nagrałem coniedzielny filmik motywujący i udało mi się jakoś przeprowadzić rozgrzewkę. Zostawiłem przemoczoną kurtkę w samochodzie i biegiem przemieściłem się na linię startu. Tam jak zwykle ruch i zamieszanie. Z faworytów pojawił się Michał Karasiński, zabrakło wielu dobrych biegaczy z Sylwkiem Lepiarzem czy Michałem Jagieło na czele. Łącznie wystartowało na tym dystansie 88 zawodników. Brak czołówki absolutnie nie oznaczał, że to będzie słaby i pozbawiony emocji bieg. Pojawili się moi konkurenci: Konrad Sulik, Przemek Pronobis, Piotrek Bajer czy Łukasz Rogoziński, co gwarantowało walkę do upadłego. Punktualnie o godz. 9.30 padła komenda start, Michał Karasiński mocno wyrwał do przodu, zostawiając z tyłu resztę kolegów biegaczy. Michałowi kroku próbował dotrzymać jedynie Eryk Szczęśniak z Masłowa. Ja trzymałem się Konrada Sulika, Piotrka Bajera i Przemka Pronobisa. W rywalizację włączyli się też Łukasz Rogoziński i Kacper Chodakowski – nasza utalentowana młodzież.


Po starcie stała się rzecz niemożliwa – przestało padać. Myślę, że to tylko pomogło w rywalizacji. Pierwszy kilometr wokół zbiornika przebiegłem w towarzystwie kolegów bardzo szybko: 3.39. Kolejne kilometry już po skręcie na ścieżkę leśną także pokonałem bardzo szybko w zakresie: 3.51-3.59. Nie było aż tak ślisko, jak przewidywałem, miejscami było dość grząsko, pojawiło się błoto i kałuże, ale ogólnie nie było źle. Biegło mi się bardzo dobrze, powoli wyszedłem na prowadzenie w drugiej grupie biegaczy, zostawiając w tyle kilku moich kolegów. Zbliżałem się do półmetka biegu, długa zielona ścieżka pełna pokrzyw prowadziła do punktu nawadniania, przy którym następował skręt w lewo. Na tej ścieżce dogonił mnie Przemek Pronobis, z którym rywalizuję cały sezon i niestety przegrywam. W zakręt wbiegł tuż przede mną, ja jeszcze sięgnąłem po kubek z wodą, tracąc kilka metrów. Po wypiciu kilku łyków wody próbowałem zniwelować tę przewagę Przemka, niestety piaskowe wzniesienie na dukcie leśnym mocno mnie wyhamowało. Siódmy kilometr przebiegłem wolniej: 4.01. Tutaj zostawił mnie Przemek, uzyskując kilkumetrową, później kilkunastometrową przewagę. Nie dałem za wygraną, powoli odzyskiwałem siły i szybkość, następny kilometr pokonałem już poniżej 4 minut. Dalej trasa skręca w znajomy lasek leżący bezpośrednio przy zbiorniku, tutaj widzę w oddali plecy Przemka, ale już nic nie mogę zrobić. Zostało okrążenie wokół zbiornika, pilnuję tylko, żeby któryś z kolegów z tyłu mi nie zagroził. Mam sporą przewagę, ale próbuję jeszcze przyspieszyć. Dziesiąty kilometr przebiegłem w czasie: 3.53. Ostatnie dwieście metrów i meta. Osiągam najlepszy w tej edycji czas: 40.07 i czwarte miejsce open, oczywiście umacniam się na prowadzeniu w swojej kategorii wiekowej M50.


Podsumowując: 5. runda MosirGutwinRun pod znakiem deszczu, śliskiej i błotnistej trasy. Tym bardziej cieszy frekwencja – 198 biegaczy ukończyło biegi główne. Faworyci VI edycji i poszczególnych kategorii nie zawodzą. Wszystko się wyjaśni 28 października 2018 r., kiedy odbędzie się szósta runda zawodów i podsumowanie całej imprezy.
5. rundę VI edycji wygrał Michał Karasiński przed Erykiem Szcześniakiem i Przemkiem Pronobisem
Pełne wyniki na: http://www.ostrowiecbiega.pl
Red. jęz. Justyna Harabin, zdjęcia MOSiR











