Limassol Marathon 2019. Przed startem

Bieganie maratonów zimą czy wiosną nie jest łatwe z różnych względów. Główny problem stanowi pogoda, która nie ułatwia przygotowań. Niestety, starty w tym okresie wymuszają rezygnację bądź ograniczenie innych aktywności sportowych, myślę tutaj o moich – kiedyś ukochanych – nartach. Zmienna pogoda i ryzyko kontuzji powodują, że dość łatwo odpuszczam szusowanie po stokach narciarskich i dłuższe pobyty w górach.

Propozycja przebiegnięcia maratonu na Cyprze wypłynęła od mojego kolegi Marcina, z którym biegłem maraton w Limie. Mimo że po głowie chodziły mi inne pomysły na wczesnowiosenny maraton, szybko zgodziłem się na wyjazd do Limassol. Odpowiadał mi marcowy termin biegu oraz nowy kraj do odkrycia.

Przygotowania treningowe prowadziłem bez specjalnego spinania się. Starałem się biegać cztery, a w ostatnim miesiącu – pięć razy tygodniowo. Nie realizowałem treningów interwałowych (warunki zimowo-wiosenne nie sprzyjają tej formie aktywności), skupiając się tylko na bieganiu tlenowym w tygodniu i treningach tempowych w weekendy. Mimo różnych warunków atmosferycznych, drobnych infekcji i notorycznego braku czasu forma rosła i czułem się mocniejszy. Moje dobre samopoczucie przerwała infekcja po mocnym biegowym weekendzie w górach, gdzie w ciągu dwóch dni zrobiłem ponad czterdzieści kilometrów, delektując się przyrodą i ciszą. Po powrocie do domu dopadła mnie choroba: ból gardła, chrypa, później katar, na końcu zatoki i to na dwa tygodnie przed maratonem. Walczyłem z objawami wszelkimi domowymi sposobami, bez rezultatu. Przestałem także biegać, bojąc się nasilenia choroby. Nie poszedłem do lekarza, wierząc, że infekcja szybko  minie. Teraz wiem, że to był błąd popełniony już nie pierwszy raz. Lata lecą i mimo że bardzo rzadko zdarzają mi się silniejsze infekcje, to z wiekiem coraz trudniej z nich wychodzić. Lekarz staje się niezbędny w takich przypadkach. Na Cypr poleciałem z zapaleniem zatok i drobnym kaszlem. Liczyłem, że słoneczna pogoda, temperatury rzędu dwudziestu stopni Celsjusza i morski klimat pomogą mi w pokonaniu infekcji. Tak się jednak nie stało.

Lot do Larnaki trwał niespełna trzy godziny i minął bardzo szybko. W samolocie wypełnionym do ostatniego miejsca wypatrywałem maratończyków, których nie brakowało. Oprócz udających się na maraton biegaczy w samolocie leciała, jak się później okazało, grupa kolarzy, której uczestnicy przyjechali tutaj trenować. Larnaka przywitała nas ciepłą, ale dość wietrzną pogodą. Wykorzystując to, że mieliśmy tylko bagaż podręczny, szybko opuściliśmy budynek lotniska i podążyliśmy po strzałkach w kierunku międzymiastowego dworca autobusowego ulokowanego po lewej stronie  portu lotniczego. Do najbliższego autobusu w kierunku Limassol mieliśmy prawie 40 minut. Czekając na przystanku, poznaliśmy Polaka, Romka z Kwidzynia, który podobnie jak my biega maratony na całym świecie. Przy miłej pogawędce czas oczekiwania na autobus upłynął bardzo szybko, podobnie godzinna podróż autobusem. Na końcowym przystanku ukazał się nam dworzec autobusowy w Limassol. Czas na Cyprze należy przestawić o godzinę do przodu, z tego powodu zrobiło się dość późno. Jeszcze z autobusu uprzedziliśmy obsługę hotelu, że będziemy dopiero około godz. 22. Taksówka podwiozła nas przed drzwi hotelu Metropole. Mogliśmy się wreszcie spokojnie położyć, czekał nas przecież intensywny weekend.

Rano po śniadaniu w stylu angielskim, podanym przez rodowitego Anglika w małej knajpce pod hotelem, udaliśmy się do portu odebrać pakiety startowe. Z naszego hotelu do morza, promenady spacerowej i mola było 150 metrów. Na promenadzie planowany był start i meta maratonu. Nigdy wcześniej nie udało mi się znaleźć hotelu położonego tak blisko imprezy biegowej. Biuro zawodów zlokalizowano w porcie na końcu promenady spacerowej w niewielkim portowym budynku. Biuro było czynne w czwartek 21.03 w godzinach 11–19, w piątek 22.03 i sobotę 23.03 w godzinach 9–18. Zapisy na bieg maratoński były możliwe przez stronę internetową organizatora: www.limassolmarathon.com już praktycznie dziesięć dni po zakończeniu poprzedniej edycji. Koszt pakietu w roku 2019 wynosił 60 euro i był taki sam przez cały okres zapisów, które trwały praktycznie do startu maratonu.

W niewielkim budynku na terenie portu organizatorzy umiejscowili biuro zawodów.  Można tam było zapisać się i odebrać pakiety startowe na każdy z kilku biegów, które odbywały się w sobotę i niedzielę w Limassol. My z Marcinem odebraliśmy swoje pakiety maratońskie w sobotę. Do odbioru wystarczył tylko dowód osobisty. W ramach pakietu otrzymałem numer startowy oraz mały worek-plecak wypełniony ulotkami oraz drobnymi produktami firm sponsorskich: od żelu energetycznego po próbki maści na bóle mięśniowe. Worek mógł służyć jako depozyt przed biegiem, w tym celu dołączony był także kartonik z numerem odpowiadającym startowemu. Tym razem koszulka techniczna była za dodatkową opłatą, nie zdecydowaliśmy się na jej zakup. Na ścianach zewnętrznych portowego budynku  organizatorzy umieścili plansze z trasą maratonu i biegu na 5 km, które tworzyły dobre miejsce do robienia pamiątkowych fotek. Tutaj przypadkiem spotkałem kolegę Wojtka z Warszawy, z którym biegłem maraton w Atenach w roku 2015. Wojtek podobnie jak my przyjechał przebiec maraton w Limassol. Przy promenadzie od strony miasta, na której umieszczona była strefa startowa oraz meta poszczególnych biegów (w tym naszego maratonu), znajdował się park, którego szerokość nie była za duża, bo ok. 20-30 metrów, za to długość robiła wrażenie – sięgała kilometra. Najważniejszymi roślinami parkowymi były palmy, które tworzą w Limassol egzotyczny klimat. W parku przy promenadzie na wysokości mola organizatorzy utworzyli znane mi z innych maratonów miasteczko handlowe: liczne stoiska ze sprzętem biegowym, odzieżą i odżywkami. Nie brakowało punktów ze świeżymi sokami i lodami, tutaj także wystawiły się fundacje charytatywne. Tłumy zawodników, kibiców i po prostu ciekawskich oblegały to miejsce, tworząc spory ścisk. Ciężko było się przemieszczać alejkami wzdłuż parku. Widać było, że miasto postawiło na biegaczy, tworząc dużą imprezę biegową, w której mogą uczestniczyć wszyscy – od dzieci do zawodowców. Każdy tutaj znajdzie swój dystans i odpowiednią atmosferę do aktywności. Cdn.

Red. jęz. Justyna Harabin, zdjęcia własne

Podziel się ze znajomymiShare on Facebook
Facebook
0Share on Google+
Google+
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Pin on Pinterest
Pinterest
0Print this page
Print

Komentarze