4. BMW Półmaraton Praski

2 września 2017 roku odbyła się czwarta edycja BMW Półmaratonu Praskiego, którego trasa biegowa prowadzona jest prawobrzeżną częścią Warszawy, głównie po terenie dzielnicy Praga-Południe, a start i meta usytuowane są przy PGE Stadionie Narodowym. Start czwartej edycji tej popularnej imprezy biegowej odbył się, jak reklamują organizatorzy, w wieczornej odsłonie, czyli o godz. 20.30. Zdecydowałem się na udział w tej imprezie z dwóch powodów: po pierwsze termin zawodów, który dopasował się idealnie jako sprawdzian biegowy do mojego planu treningowego; po drugie – skusiła mnie bardzo szybka trasa półmaratonu.

Pakiet startowy

Zapisy do czwartej edycji BMW Półmaratonu Praskiego zaczęły się już praktycznie po zakończeniu poprzedniej. Cena pakietu startowego kształtowała się od 79 zł w najwcześniejszym terminie, przez 87 zł, 99 zł, po 120 zł przed samym startem. Dość wysoka cena pakietu była adekwatna do jego zawartości. Pakiet zawierał koszulkę techniczną 4F z logo BMW i designerskim wzorem, numer startowy, świecącą opaskę na rękę, trochę materiałów reklamowych, a wszystko to w ładnym worku z materiału, przygotowanym  jako worek depozytowy. Pakiet startowy można było odbierać przez dwa weekendy poprzedzające zawody, dobrym rozwiązaniem dla biegaczy spoza Warszawy była możliwość jego odbioru także w dniu imprezy do godziny 18. Biuro zawodów zostało zorganizowane na ul. Mińskiej 25, w dużej hali przypominającej  szklarnię,  niestety przez słabe oznakowanie niełatwo tam było trafić. W środku – spora przestrzeń wypełniona stanowiskami do odbioru pakietów startowych, nielicznymi stoiskami handlowymi z akcesoriami biegowymi oraz strefą do leżakowania i wypoczynku. Sponsor imprezy (BMW) prezentował swój superekologiczny miejski samochód elektryczny na tle ogromnej ścianki, na której uczestnicy zawodów składali swoje autografy. Całość była ozdobiona ciekawymi planszami reklamującymi BMW Półmaraton Praski.

Miasteczko biegowe

Miasteczko biegowe zostało zbudowane na błoniach PGE Stadionu Narodowego. Składało się z kilku dużych namiotów rozrzuconych w różnych częściach potężnego placu, który ograniczały dwie drogi, przy jednej była ustawiona konstrukcja oznaczająca linię startu, przy drugiej – podobna konstrukcja wyznaczająca metę zawodów. Wszystko to w cieniu majestatycznego Stadionu Narodowego. Największy namiot przygotowany przez organizatorów pełnił funkcję depozytu rzeczy biegaczy.  Stanowiska oznaczone przedziałami numerów startowych były obsługiwane przez wolontariuszy, którzy dość sprawnie radzili sobie ze sporą rzeszą zawodników. Obok depozytu stał namiot pełniący funkcję centrum masażu i pomocy medycznej. Po drugiej stronie placu tuż przy linii mety została zbudowana spora scena do dekoracji zwycięzców, a trochę dalej spory namiot dla WiP-ów. Całość  zdoniły wystawione do prezentacji nowe modele samochodów marki BMW. Na placu za linią startu nie zabrakło też przenośnych toalet, w ilości kilkudziesięciu, wystarczającej do sprawnej obsługi biegaczy. Był jeden spory minus miasteczka biegowego – słaba oferta żywieniowa. Kilka food trucków postawionych na błoniach stadionu serwowało głównie hamburgery i frytki, zabrakło oferty żywieniowej dedykowanej biegaczom. W tym przypadku najbardziej poszkodowani byli biegacze  spoza Warszawy, którzy musieli przyjechać wcześniej, aby odebrać pakiety startowe.

Strefa startowa

Pierwszy raz w historii moich startów w imprezach biegowych uczestniczyłem w wieczornym biegu.
O godzinie 20.30 przy zachmurzonym niebie było już bardzo ciemno. Całe szczęście, że ustała mżawka, która dokuczała popołudniem w Warszawie, ale za to zrobiło się jeszcze zimniej. Tysiące biegaczy próbowało się jakoś rozgrzać do startu, co w tych warunkach, tzn. przy jednym odcinku dostępnej drogi, nie było takie proste. Słabo rozgrzany postanowiłem przemieścić się do swojej strefy startowej. W strefie było bardzo tłoczno, zrezygnowałem więc z próby dogrzewania mięśni. Niestety, nikt nie pilnował, czy zawodnicy ustawiają się we właściwych strefach. W tym czasie spiker przedstawiał  zawodników z pierwszymi numerami startowymi, rozpoczął się pokaz laserowy, zbliżała się godzina startu. W mojej strefie startowej niedaleko ode mnie stali dwaj pacemakerzy (na 1.30), z dość niezwykłymi, jak na biegi uliczne, balonami. Duże okrągłe balony wypełnione helem, podświetlone zmieniającymi się kolorami, w ciemności wyglądały iście magicznie, podobnie jak migające opaski na rękach rozdane biegaczom w pakietach startowych. Zbliżał się moment startu. Pierwsi na trasę mieli wyruszyć zawodnicy na wózkach, po nich za chwilę wyruszą biegacze.

Start

Po komendzie startu tłum biegaczy ograniczony bocznymi barierkami bardzo powoli się rozpędzał. Przekraczając linię startu, uruchomiłem swój zegarek, próbowałem także przyspieszyć, ale przez duży ścisk na trasie nie było takiej możliwości. Bezsilny, obserwowałem oddalające się na horyzoncie świecące baloniki. Lubię biegać z pacemakerami, którzy uwalniają mnie od ciągłej kontroli tempa biegu, więc nie mogłem pozwolić na to, żeby za daleko się oddalili. Pierwszy kilometr półmaratonu wolny i nerwowy, ciągłe przepychanie się, zmiany tempa i kierunków. Po sygnale dźwiękowym mojego zegarka oznaczającym pierwszy kilometr zerkam na tempo, które wyniosło 4.28. Pomyślałem wtedy, że to za wolno, ale nie miałem na to wpływu. Na drugim kilometrze przełom, uwolnił się pas po lewej stronie trasy, gdzie mogłem przyspieszyć i wreszcie gonić baloniki. Dzięki temu drugi kilometr pokonałem w tempie 4.03, próbując nadrobić stratę z pierwszego kilometra. Na tym odcinku, tj. na ul. Grochowskiej, organizatorzy umieścili pierwszy punkt nawadniania, na którym wypiłem kilka łyków wody, podawanej w papierowych kubkach. Na trasie zrobiła się idealna pogoda do biegania: 13-14 st. C i brak opadów, o deszczu przypominała tylko mokra jezdnia. Na trzecim kilometrze udało mi się dogonić baloniki i zwolnić tempo biegu do 4.10. Mogłem wreszcie odetchnąć i skupić się na trasie. Przy pacemakerach zawsze, szczególnie na początku trasy, jest dość tłoczno. Na prostym, długim odcinku al. Waszyngtona postanowiłem wyprzedzić baloniki, ponieważ zauważyłem, że trasa przed nimi nie jest tak zatłoczona. Wyprzedzając biegaczy, kolejny kilometr trasy pokonałem w tempie 4.04. Na piątym kilometrze trasy następuje pierwszy pomiar czasu i swoista sesja zdjęciowa, ja cały czas trzymam się przed balonikami. Trasa półmaratonu skręca lekko w lewo w ul. Francuską, tempo ciągle wysokie, bo 4.09. Na tym odcinku pojawia się drugi punkt nawodnienia, na którym są też izotoniki. Biegnie mi się bardzo dobrze, wokół mnie stabilizuje się grupa biegaczy, mijam kolejny kilometr, w którym utrzymuję podobne tempo. Na ulicach warszawskiej Pragi sporo dopingujących mieszkańców, całe rodziny mimo później pory kibicują swoim bliskim. Wzorem maratonów, na trasie jest kilka punków muzycznych dodających energii zawodnikom, a także podnoszące ciśnienie piękne dziewczyny z zespołu czirliderek. Następnie trasa półmaratonu skręca w lewo, później w prawo i długa prosta wzdłuż ul. Egipskiej, tutaj utrzymuję tempo w przedziale 4.08–4.09, posiłkując się żelem energetycznym. Kolejny zakręt w lewo, w ul. gen. Abrahama, na której organizatorzy uruchomili  kolejny punkt nawadniania i pomiaru czasu (10 km). Udaje mi się utrzymać podobne tempo biegu, umożliwiające oddalanie się od moich pacemakerów. Trochę obawiałem się, czy zdołam utrzymać tak wysokie tempo, ale kto nie ryzykuje…

Półmetek

Mijam już połowę dystansu, zbliża się ostatni w tej części trasy zakręt w lewo na Wał Miedzeszyński. Tam, po półtorakilometrowym prostym odcinku, będzie nawrotka i prawie siedmiokilometrowy prosty odcinek wzdłuż tej drogi. Na tym odcinku przed nawrotką mogłem obserwować po drugiej stronie drogi czołówkę półmaratonu, która w błyskawicznym tempie znikła z pola widzenia. Po ostrej nawrotce organizatorzy umieścili czwarty punkt nawadniania na trzynastym kilometrze, na którym tempo mojego biegu spadło do 4.10. Następny kilometr znów biegnę szybciej, ciągle mam sporo energii. Na 15 km jest lekki i chyba jedyny podbieg na trasie, który skutecznie obniżył moje tempo na tym odcinku do 4.14, ale już następne dwa kilometry pokonuję w tempie 4.11. Na 17. kilometrze biorę kolejny żel energetyczny, który pomoże mi przy finiszu, tam też był ostatni punkt nawadniania na trasie. Od 18 km udaje mi się przyspieszyć, nie wiem czy to zasługa żelu, czy widoku Stadionu Narodowego, na którym zaliczyłem swój debiut maratoński w roku 2013. Tak naprawdę nieważne czyja to zasługa, ale 19 km przebiegłem w tempie 4.02, a 20 km w tempie 3.56. Nie umiem wytłumaczyć, skąd u mnie tyle energii, ale na ostatnich dwóch kilometrach trasy udało mi się wyprzedzić kilkunastu zawodników. Już wiedziałem, że dam radę utrzymać tempo i będę miał dobry wynik. Ostatnia nawrotka i zostało około półtora kilometra do mety. Wokół trasy mnóstwo dopingujących kibiców, nagle trasa skręca w lewo, później prowadzi przez krótki tunel i kolejny zakręt w lewo, ostatni 21 km pokonuję w tempie 4.05.

Meta

Do mety zostało niecałe sto metrów. Wokół głośny doping potęgowany głosem spikera i strzelającym ogniem z dysz umieszczonych wzdłuż trasy przed linią mety. Przyspieszam, podnoszę rękę w geście tryumfu. Przekraczając linię mety, zerkam na zegar umieszczony na mecie – wiem już, że to będzie życiówka! Zatrzymuję mój zegarek, dobiegam do dziewczyn z medalami, jeden z nich ląduje mi na szyi. Jestem szczęśliwy i, o dziwo, nie tak bardzo zmęczony, otrzymuję wodę i lekki prowiant, na moje plecy trafia folia zapobiegająca wychłodzeniu organizmu. Teraz tylko czekanie na kolegów, którzy wciąż są na trasie i długi powrót do domu. Jestem zadowolony z postępów treningowych i to jest teraz najważniejsze, a  prawdziwym sprawdzianem będzie maraton  17 września w Sydney.

Wyniki BMW Półmaraton Praski 2017:
Piotr Dasios,  nr bib: 7981,  czas netto: 01:27:48, miejsce open: 285, miejsce mężczyzni:  279,  
kat. M50: 9, liczba zawodników: 7352;

 

 

Red. język Justyna Harabin, zdjęcia własne, jedno zdjęcie udostepnione przez organizatora i 4F

Komentarze