Lubię takie tygodnie, kiedy wszystko idzie zgodnie z planem. Myślę tutaj o stronie zawodowej i prywatnej, ale też o mojej pasji – bieganiu. Dobra organizacja dnia czy tygodnia to nie wszystko, jest jeszcze wiele innych czynników, które wymuszają zmianę najlepiej przemyślanego harmonogramu. Zależni jesteśmy od pogody, kontuzji, choroby i różnych innych zdarzeń, które zmuszają nas do weryfikacji planów. We wszystkim, także w bieganiu, potrzeba nam trochę szczęścia. I to szczęście w siódmym tygodniu treningowym mnie nie opuszczało.
Po dobrym biegu w 3. rundzie MosirGutwinRun z zapałem przystąpiłem do realizacji planu treningowego na kolejny tydzień projektu Sydney.
Poniedziałek (10.07). W tym dniu miałem zaplanowany trening lekki A na dystansie 11 km w tempie 5.37. Jako miejsce treningu wybrałem park miejski, gdzie w pogodne popołudnie mogłem spokojnie trenować na dwukilometrowej pętli, którą od kilku tygodni regularnie pokonuję. Trening przyjemny, jednak odczuwałem lekkie zmęczenie wywołane mocnym niedzielnym biegiem. Krótka rozgrzewka i rozbieganie uzupełniły właściwy trening. Tempo 5.18–5.38, co dało czas ok. 60 minut właściwego treningu.
Wtorek (11.07). Zgodnie z planem to dzień treningu interwałowego. Mimo dość męczącego dnia w pracy chętnie wybrałem się na trening, wykorzystując wtorkowe dość pochmurne i wietrzne popołudnie. W moim planie treningowym miałem 3 x 1600 metrów w tempie 6.10 z 600-metrowymi odcinkami odpoczynkowymi. Po prawie 2 km rozgrzewki wybiegłem na właściwy trening. Pierwsze 1600 metrów pokonałem w tempie 6.10, drugie w 6.18 a trzecie – 6.16. Mocno zmęczony treningiem, ale też biegowym weekendem, wracałem do domu zadowolony, pokonując 2,5 km rozbiegania.
Środa (12.07) to dzień odpoczynku i regeneracji dla organizmu.

Czwartek (13.07). Nie jestem przesądny jeżeli chodzi o „13”, mam nawet poczucie, że to jest dla mnie dobra liczba. W tym dniu, po odpoczynkowej środzie, zaplanowany miałem trening tempowy na dystansie 11 km, przy tempie 4.37. Wybiegłem wieczorem w kierunku Karczmy Miłkowskiej, pogoda mi sprzyjała. Po 1,5 km rozgrzewki rozpocząłem właściwy trening, w którym każdy kilometr pokonałem w przedziale 4.22–4.33. Zaplanowane 11 km ukończyłem w czasie 49.40. Trening dopełniły 2 km rozbiegania. Dobry trening, mimo że dość intensywny i meczący.
Piątek (14.07). W tym dniu miałem zaplanowany lekki trening B na dystansie 11 km w tempie 5.17. Jako miejsce treningu wybrałem położony niedaleko park miejski. Dziś dodatkowo spieszyłem się na turniej World Grand Prix w siatkówce kobiet, odbywający się w Ostrowcu, gdzie reprezentacja Polski podejmowała drużynę z Peru. Nie lubię treningów pod presją, niezależnie od tego, co jest powodem tej presji. Każdy kilometr pokonałem w przedziale: 5.02–5.18, łączny czas: 55.25. Po krótkim rozbieganiu wróciłem do domu, zostało mi niewiele czasu do turnieju siatkówki kobiet.
Sobota (15.07). To dzień, kiedy mogę spokojnie wybrać porę biegania. Na dzisiaj zaplanowałem trening lekki A na dystansie 16 km w tempie 5.37. Jako miejsce treningu wybrałem park miejski o przedpołudniowej porze. Pogoda okazała się dość zmienna, ale sprzyjała bieganiu. W towarzystwie osób spacerujących z pieskami, a także rowerzystów, noga za noga pokonywałem okrążenie wokół parku, wyznaczające dystans dwóch kilometrów. Jestem jedną z nielicznych osób, które wykorzystują to piękne miejsce do biegania. A szkoda. Otoczenie zieleni, zbiorniki wodne, stare drzewa, wiele gatunków ptactwa i różnorodnych alejek parkowych sprawiają, że to miejsce jest idealne do realizacji lekkich treningów biegowych. Tempo mojego właściwego treningu w przedziale 5.18–5.36 dało czas: 1.27.20. Po części właściwej zrealizowałem kilka krótkich interwałów i po lekkim rozbieganiu wróciłem do domu.
Niedziela (16.07). Ten dzień jest pod znakiem długiego biegu na dystansie 16 km, ale w tempie 5.01. Wybrałem trasę na Karczmę Miłkowską i godziny przedpołudniowe. Godziny wieczorne zarezerwowane miałem na kibicowanie zmaganiom polskich siatkarek w ostatnim dniu turnieju World Grand Prix, który od piątku rozgrywany był w Ostrowcu Św. Pogoda, jak w całym tygodniu, była bardzo zmienna: trochę słońca, chmur i chłodny wiatr. Po lekkiej rozgrzewce, ruszyłem w dość mocnym tempie na moją ulubiona trasę biegową. Każdy kilometr pokonywałem trochę szybciej, niż planowałem. Tempo 4.48–5.00 nie sprawiło mi kłopotu, nawet na piaszczystym odcinku trasy w lesie, nieopodal kapliczki powstańców styczniowych. Łączny czas biegu właściwego 1.18.40. Po krótkim rozbieganiu wróciłem zadowolony do domu.
Podsumowanie. Kolejny regularnie odbyty tydzień treningowy, z czego jestem dumny. Na przestrzeni tygodnia ustąpiły bóle mięśniowe występujące w łydkach, mimo zwiększonej objętości treningów. W siódmym tygodniu treningowym pokonałem ok. 85 km.
Okres przygotowań |
PON. |
WT. |
ŚR. |
CZW. |
PT. |
SOB. |
NIEDZ. |
razem |
10.07 -16.07(tydzień 07)
|
Lekko A (5,37) 10 km |
Szybkość (6,10 min /1600 m)
|
wolne |
Bieg tempowy(4,37) 13 km |
Lekko B(5,17) 13 km |
Lekko A(5,37)16 km+ 6 x 30 s |
Długi bieg(5,01) 16 km |
85 km |
red. jęz. Justyna Harabin, zdjęcia: Stach Dunin-Borkowski i własne












