Maratoński dystans… z dystansem cz. 8

Czas jest lepszym biegaczem niż ja, bo ciągle przyspiesza. Do Maratonu Warszawskiego zostało dwa tygodnie. W ostatnią niedzielę 8 września zakończyłem najcięższe treningi, w których pokonywałem jednorazowo do 30 km. Przez ostatnie dwa tygodnie przebiegłem dystans prawie 120 km. Jestem już bardzo zmęczony pięciomiesięcznym intensywnym wysiłkiem. Ciągle się zastanawiam, czy człowiek w moim wieku powinien się tak nad sobą „znęcać”? Zakończyłem najcięższą fazę przygotowań, najdłuższe wybiegania. Teraz już praktycznie relaks – treningi od 6 do 8 km, a wybiegania do 15 km. W ostatnim tygodniu przed maratonem będą już tylko lekkie rozgrzewki, organizm musi wypocząć i się zregenerować.

Czy czuję się przygotowany do przebiegnięcia maratonu? Nie potrafię uczciwie odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno zrobiłem ogromny postęp w bieganiu, półmaraton w Skarżysku pokazał także moją wytrzymałość i szybkość. Maraton jednak to inna półka, nie biega się przecież na treningach 42.195 km. Tak długie biegi zawsze mogą być niespodzianką in plus lub in minus.

Jak się zachowa tego dnia organizm po 30 km intensywnej aktywności? Nie wiem i pewnie nikt nie potrafi tego przewidzieć. Na pewno duże znaczenie ma przygotowanie, ale nie lekceważyłbym psychofizycznej dyspozycji ciała właśnie w tym konkretnym dniu oraz innych ważnych czynników związanych z żywieniem, snem, odpoczynkiem. Poza tym mam ciągle kłopoty z kolanem w prawej nodze, które jest ewidentnie przeciążone. Po biegach, szczególnie tych dłuższych, ale też tych z większą ilością ćwiczeń rozciągających, czuję rwanie pod kolanem, lekki ból, który utrzymuje się przez dwa-trzy dni, czyli praktycznie do następnego biegania. Mam także problem ze zgięciem kolana. Nie jest to wprawdzie jakiś silny ból, który uniemożliwiałby mi trening, ale ten dyskomfort bardzo mnie irytuje, po prostu przeszkadza. To jest jeden z czynników, który może rzutować na przebieg mojego maratonu. W ostatnich dwóch najdłuższych wybieganiach testowałem żele energetyczne oraz dobierałem strój. Wiem już, że po żelach nie mam żadnych problemów żołądkowych, wybrałem markę produktu, który odpowiada mi konsystencją, rozpuszczalnością w ustach, smakiem. Myślę, że bez takiej skondensowanej energii biega się trudniej. Nie będę podawał marek żeli, których próbowałem, bo każdy biegacz pewnie ma swoje preferencje, zaś ja mam jeszcze za małe doświadczenie w doborze suplementów energetycznych.

Analogiczny eksperyment przeprowadziłem w kwestii doboru stroju biegowego. Moje doświadczenia przy długich wybieganiach pozwoliły mi wykluczyć koszulki, które powodują otarcia naskórka pod pachami oraz otarcia sutków na piersiach (testowałem plastry, ale spadają). Podobnie z bielizną, spodenkami biegowymi oraz skarpetami i butami. To są ważne elementy, które zapewnią nam komfort psychiczny i fizyczny podczas maratonu. Cały czas także śledzę portale biegowe, na których jest wiele dobrych rad dotyczących ostatnich dni przed biegiem i samego maratonu, tj. odżywiania, nawadniania, odżywek, relaksu, ubioru. Stąd czerpię wiedzę? Z doświadczeń kolegów-biegaczy. Polecam fachową lekturę, która też jest ciekawa, prawie tak, jak sam maraton.

Moje myśli krążą także wokół strategii biegu maratońskiego. Jak szybko mam pobiec? Jak rozpocząć bieg? Za jakim pacemakerem (osoba wyznaczona przez organizatora, która biegnie na określony czas, np. 4 godz.) mam się ustawić? Tego rodzaju rozterki towarzyszą mi cały czas, ale decyzję podejmę pewnie w przeddzień biegu. Dużym kłopotem może być dla mnie odbiór numeru startowego przed maratonem. Biuro zawodów Maratonu Warszawskiego jest otwarte tylko w piątek i sobotę, sama godzina startu – godz. 9.00 – wymusza albo nocleg w Warszawie albo bardzo wczesne wstawanie. Zobaczymy, jeszcze się nie zdecydowałem, co zrobię. Ten wpis jest ostatnim przed maratonem, nie mam już po prostu czasu pisać. Poza tym samo bieganie, takie codzienne jest monotonne. Wiem, że istnieje spora grupa osób, które śledzą moje wpisy i bardzo mi kibicują w przygotowaniach, widzę to w statystykach wejść i wpisach na Facebooku. Wszystkim serdecznie dziękuję za słowa wsparcia. Biegam wprawdzie dla siebie, ale także żeby Wam wszystkim pokazać, że można biegać w każdym wieku i mieć ambitne plany sportowe. Chciałbym wszystkich w ten sposób zachęcić do aktywności ruchowej, każda jest cenna: bieganie, jazda na rowerze, siłownia, nordic walking, pływanie… co kto może. Inaczej się czujemy i żyjemy. Na końcu ponownie przytoczę słowa sławnego czeskiego biegacza Emila Zatopka, którego myśl zainspirowała moje bieganie i rozpoczęła wpisy na blogu: „ Jeśli chcesz biegać, przebiegnij kilometr, jeżeli chcesz zmienić swoje życie, przebiegnij maraton”.
Ostatni, dziewiąty odcinek mojego bloga dotyczący biegania będzie relacją z 35 Maratonu Warszawskiego. Zamieszczę w nim oczywiście opis moich zmagań biegowych i wyniki. Trzymajcie za mnie kciuki!

Zdjęcia: Sylwek Wykrota, podziękowania dla Justyny Harabin za pomoc.

Podziel się ze znajomymiShare on Facebook
Facebook
0Share on Google+
Google+
0Tweet about this on Twitter
Twitter
Pin on Pinterest
Pinterest
0Print this page
Print

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *