„Bez pracy nie ma kołaczy” mówi stare przysłowie. Tak jest też w treningu biegowym. Bez ciężkich treningów interwałowych i tempowych oraz wybieganej kilometrówki nie ma co liczyć na wielki progres w wynikach. Metoda Hansonów, bo na niej oparłem mój plan treningowy, wymaga wiele wysiłku i dużej systematyczności. Korzystałem już z tego planu, choć krótko, przygotowując się do maratonów w Lizbonie i Mediolanie, gdzie poprawiałem swoje życiówki. Treningowy tydzień rozpocząłem już trochę zmęczony, ponieważ w sobotę i niedzielę wybiegałem ponad 30 km. W niedzielę po biegu znalazłem trochę czasu, aby przelać na papier plan treningowy dostosowany do startu w Sydney. Plan ten jest bardzo ambitny i ma mi umożliwić pokonanie kolejnej bariery czasowej w maratonie. Tak daleki wyjazd wymaga poświęcenia i ciężkiego treningu. Chciałbym Wam udowodnić, że ta metoda działa i mogę urwać jeszcze kilka minut z mojego najlepszego wyniku maratońskiego. Ale wracam do treningu.
W poniedziałek (29.05) zaplanowałem bieg na dystansie 10 km, w tempie 5.37 min/km. Każdy trening w moim planie rozpoczynam rozgrzewką na 1-1,5 km i kończę rozbieganiem na podobnej odległości. Tego dnia zaniepokoiła mnie pogoda, ponieważ zebrały się chmury burzowe i zanosiło się na deszcz. Pomyślałem, że spróbuję… i wybiegłem na moją stałą trasę w kierunku Karczmy Miłkowskiej. Największą trudność sprawiło mi utrzymanie dość wolnego tempa, ponieważ ostatnio rzadko biegałem poniżej 5 min/km. Jednym z najważniejszych elementów metody Hansonów jest utrzymywanie na treningach określonego tempa, dostosowanego do zamierzonego wyniku maratońskiego. Hansonowie w tabelach precyzyjnie określają wartość tempa w treningach każdego rodzaju, także interwałach i treningach tempowych. Na szczęście udało mi się „na sucho” wrócić do domu i odfajkować w harmonogramie pierwszy trening. Byłem z siebie zadowolony.

Wtorkowy (30.05) trening, na którym miałem zaplanowane interwały, musiałem rozpocząć dopiero ok. godz. 20, ponieważ wcześniej byłem u dentysty. Życie! Już w głowie kombinowałem, że może przełożę trening na środę, jedyny wolny dzień od biegania. Ale powiedziałem sobie: nie! Wiem, że nie raz codzienne życie zmusi mnie do zmiany planów, ale nie dzisiaj! Wybiegłem na moją stałą trasę. Po rozgrzewce na dystansie 1,5 km czekało mnie 12 interwałów po 400 metrów każdy, a pomiędzy nimi 400-metrowe odcinki odpoczynkowe. Teraz też nieodzowny okazał się mój garmin, dzięki któremu pilnowałem tempa i dystansu: 1.33 min na 400 metrów to dość szybko. Biegałem bardzo równo, utrzymując tempo pomiędzy 1.30 a 1.35 min/400 metrów, wprawiając w osłupienie rowerzystów – kiedy ich wyprzedzałem miałem wrażenie niemal przelatującego obok. Kończyłem trening już w dużej ciemności, ale mocno naładowany endorfinami.
Środa (31.05) w moim harmonogramie jest dniem wolnym od biegania. Odpoczynek i regeneracja.
W czwartek (1.06) zaplanowałem trening tempowy na dystansie 10 km, w tempie 4.37 min/km. Wybiegłem na trening wieczorem, zimny wiatr stawiał lekki opór. Po rozgrzewce trwającej ok. 1,5 km włączyłem stoper w moim garminie. Pierwszy kilometr pokonałem w czasie 4.12, drugi w czasie 4.18, ale starałem się zwolnić i dostosować tempo do planowanego. Jest to niestety trudne, ale następne kilometry poszły mi lepiej: 4.27, 4.23, 4.18, 4.31… 10 km zakończyłem w czasie 44.45, czyli prawie minutę szybciej. Myślę, że przy następnym treningu będzie lepiej.
Piątkowy (2.06) trening pozwolił mi odreagować pracowity tydzień. Utrzymanie 5.17 na trasie w kierunku Karczmy Miłkowskiej po szybkim czwartkowym biegu trochę mnie zmęczyło, ale bez trudu kontynuowałem zamierzone tempo.
W sobotę (3.06) biegałem rano w Parku Miejskim. Słoneczny rześki poranek dobrze mnie nastroił do aktywności, mimo że treningowe zmęczenie dawało się już we znaki. Zaplanowane 10 km w dość wolnym tempie: 5.37 poszło dobrze. Utrzymywałem tempo biegu na każdym kilometrze pomiędzy 5.22 a 5.41. Na koniec kilka krótkich interwałów 6 x 30 s.
Niedzielny (4.06) trening kończy mój pierwszy tydzień realizowany według planu biegowego.
W niedzielę uczestniczę w drugiej rundzie V edycji MosirGutwinRun. Relacja z tego biegu znajdzie się na moim blogu wkrótce.
Podsumowując, pierwszy tydzień treningowy „projektu Sydney” wypadł dobrze. Zrealizowałem wszystkie zaplanowane treningi. Pokonałem w sumie 75 km. Małym problemem jest zawyżanie przeze mnie tempa poszczególnych treningów, ale pracuję nad tym. Czuję małe zmęczenie, ale myślę, że mój organizm przyzwyczai się do większego obciążenia.
Okres przygotowań |
PON. |
WT. |
ŚR. |
CZW. |
PT. |
SOB. |
NIEDZ. |
razem |
29.05.-04.06.
|
Lekko A
|
Szybkość
|
wolne |
Bieg tempowy
|
Lekko B
|
Lekko A
|
Długi bieg
|
75 km |
zdjęcia: Stach Dunin-Borkowski












