W niedzielę, 4 czerwca 2017 roku wystartowała II runda V edycji MosirGutwinRun, czyli cyklicznych zawodów biegowych, które odbywają się na terenie Ośrodka Wypoczynkowego „Gutwin” w Ostrowcu Św. Podobnie jak pierwsza runda, druga także zgromadziła spore rzesze miłośników biegania. Przy pięknej, słonecznej pogodzie i dość wysokiej temperaturze (29 st. C) odbyły się dwa biegi główne zaliczane do cyklów: półmaraton na raty (5220 m) i maraton na raty (10250 m). Pierwszy ukończyło 116 zawodników, drugi 68. Podobnie jak przed trzema tygodniami, które dzieliły obie rundy zawodów, przyjechałem na „Gutwin” wcześniej, aby kibicować przy starcie biegu na 5220 metrów, zaplanowanym na godz. 11. Kilka zdjęć w lesie otaczającym ośrodek, kosztowało mnie… dużą ilość czerwonych bąbli na nogach i rękach, ponieważ dopadły mnie chmary komarów.
Rozgrzewając się do mojego koronnego dystansu, skorzystałem z usług fizjoterapeutów MOSiR, których stoisko zawsze towarzyszy tym zawodom. Jak już wspominałem, od tygodnia zwiększałem intensywność treningową, odbiło się to na moich mięśniach, które wyraźnie odczuły zwiększony kilometraż. Lekki ból w łydkach towarzyszył mi od kilku dni. Pani Magda, fizjoterapeutka, robiła, co mogła, aby rozluźnić moje spięte łydki. Masaż przyniósł mi małą ulgę i rozgrzał mięśnie do startu.

Zbliżała się godzina 12, zawodnicy powoli ustawiali się na linii startu. Pogoda przez moment ulżyła biegaczom, słońce ukryło się za małymi chmurami, a powietrze ruszył słaby wiatr. Ustawiłem się za kolegami, których zamierzałem pilnować na trasie. Moja kategoria była dziś mocniej obsadzona. Zastanawiałem się, jak tygodniowy ciężki trening i niełatwa pogoda wpłyną na moje wyniki? Zaraz miała to ujawnić trasa biegowa. Trzy, dwa, jeden… wystrzał pistoletu hukowego uwolnił biegaczy, którzy z każdym krokiem zwiększali tempo. Na czele stawki niezawodna i wierna tej lokalnej imprezie ekipa zawodowców: Sylwek Lepiarz, Michał Karasiński, Konrad Sulik, Zbyszek Dulemba i jedyna w czołówce kobieta – Kinga Kacuga. Udział takich zawodników podnosi prestiż imprezy i pokazuje amatorom nowe poziomy możliwości biegowych.


Szybko, jeszcze na trasie wokół zalewu, czołówka podzieliła się na trzy grupy. Tempo pierwszego kilometra jak zwykle bardzo mocne, poniżej 4 min/km. Biegacze przy aplauzie kibiców skręcają w lewo, w stronę lasu, gdzie zostaje już indywidualna rywalizacja na każdym poziomie biegowym. Tym razem jest łatwiej, bo już znamy układ trasy. Niestety w tej rundzie jest więcej grząskiego piasku, co pewnie spowolni rywalizację biegową. Na drugim kilometrze zegarek wskazuje mi tempo: 4.11, na trzecim: 4.12. Zostaję sam na trasie z Łukaszem Żaczkiem, ścisła czołówka oddaliła się od nas już na 80 metrów. Bezpośrednio przed nami biegnie trzech młodych zawodników, których staramy się dogonić. Koledzy towarzyszący nam od startu nie wytrzymali tempa. Większość z nich uczestniczyła w poprzednim biegu, co przy gorącej, dusznej pogodzie mogło się odbić na ich kondycji. Następny kilometr i tempo 4.12. Doganiamy i wyprzedzamy tych trzech zawodników, którzy byli przed nami.


Słońce, ukryte do tej pory za chmurami, pokazało się w całej okazałości, co nie pomagało biegającym. Zbliżała się połówka biegu, w oddali widać było samochód organizatorów, gdzie ustawiony był stolik z kubkami wody mineralnej. Wolontariusze sprawnie podawali kubki do rąk. Łapię czas: 20.27. Nieźle! Dogadujemy się z Łukaszem, że tempo jest za wysokie i trochę zwolnimy. Zresztą na szóstym kilometrze zaczynają się piaszczyste podbiegi, które i tak wymuszają mniejszą prędkość. Na następnym kilometrze utrzymujemy ciągle wysokie tempo 4.14, mimo to z tyłu słyszę coraz silniejszy tupot nóg i głośniejsze oddechy. Po chwili trzech młodych zawodników, jeden po drugim nas wyprzedzają. Przez moment dotrzymujemy im tempa, ale odpuszczamy, do mety zostało ok. 2,5 km. Ja coraz wyraźniej czuję ból w łydkach, zwiększona intensywność treningów dała o sobie znać. Łukasz też ma dość i proponuje, żebym biegł sam, skoro mam siłę. Nie zgodziłem się, próbujemy się wzajemnie mobilizować, do mety zostało 1,5 km, z tego 600 metrów przez las i okrążenie wokół zbiornika.


Już słychać kibiców, którzy dopingują finiszującym biegaczom, oraz niosący się po wodzie głos Grześka Bażanta, który dzisiaj robi za spikera zawodów. Została runda wokół zbiornika, tempo mocno wzrosło, już nie patrzę na zegarek, próbuję wykrzesać resztki sił. Łukasz ponownie proponuje, żebym dalej biegł sam. Spróbowałem, oderwałem się od niego, ale po kilkudziesięciu metrach odpuściłem. Znów biegniemy razem. Teraz ja proponuję Łukaszowi: biegnij sam. Końcówką sił docieram do mety trzy sekundy po Łukaszu.
Mój czas: 43,03 minuty (średnie tempo 4.12). Zajmuję 9 miejsce open i ponownie pierwsze miejsce w mojej kategorii M50, umacniając się na pozycji lidera. Na mecie czeka woda mineralna i pączki oraz dla zwycięzców kategorii open drobne nagrody. Ponownie trafiam w ręce fizjoterapeutów MOSIR, którzy doprowadzają moje obolałe łydki do użytku. Dziękuję im za to. To im zawdzięczam, że w poniedziałek mogłem rozpocząć kolejny tydzień treningowy projektu Sydney.

Podsumowując: II runda MosirGutwinRun, mimo sporego upału, była bardzo udana. Ponownie duża frekwencja – 184 biegaczy ukończyło biegi główne. Zaostrza się rywalizacja w poszczególnych kategoriach, gdzie już widać wybijających się biegaczy. Zniecierpliwością będę czekał na trzecią rundę, planowaną 9 lipca.
Wyniki na: http://www.ostrowiecbiega.pl
Zdjęcia własne + zdjęcie (trzecie od góry) pochodzi z funpagea: Zabiegane Starachowice.
red. jęz.-Justyna Harabin











