Projekt Sydney. Podsumowanie ósmego tygodnia treningowego (17.07 – 23.07)

Ósmy tydzień realizacji projektu „Sydney” oznacza, że jestem na półmetku mojego cyklu treningowego. Półmetek to faza zintensyfikowanych ćwiczeń, która przypada w czasie lipcowych upałów. Wszystko razem powoduje, że nie jest łatwo realizować zamierzony plan treningowy, ale walczę. Jestem już trochę zmęczony i treningami, i samą pogodą, która nie ułatwia zadania, serwując raz trzydziestostopniowe upały, raz burze, a z nimi unoszące się obłoki pary wodnej pokrywające trasy biegowe, przez co można poczuć się jak w saunie. Mimo to wolę do biegania okres letni, wakacyjny, bo wiosenne czy jesienne słoty i krótki dzień nie nastrajają mnie optymistycznie. Nie ma co narzekać, zagryzam mocnej wargi i… trenuję.

Poniedziałek (17.07) – trening na dystansie 13 km w tempie 5.37. Przeczekałem w domu popołudniowe upały i wieczorem, kiedy było odrobinę chłodniej, udałem się na trening w stronę Karczmy Miłkowskiej. W nogach czułem ślady niedzielnego długiego treningu, które jednak szybko znikały z każdym przemierzonym kilometrem trasy. Tempo każdego kilometra wahało się w granicach 5.20–5.38, a lekkie i krótkie rozbieganie zakończyło mój poniedziałkowy trening. Trzynaście kilometrów właściwego treningu pokonałem w czasie: 1.11.19. Lekko zmęczony dotruchtałem do domu.

Wtorek (18.07) to normalnie trening interwałowy, który przeniosłem na środę w związku z pucharowym meczem III-ligowego KSZO 1929 z Wartą Poznań (mecz wygrany przez KSZO). Wtorek upłynął pod znakiem relaksu i wypoczynku.

Środa (19.07). W tym dniu zrealizowałem wtorkowy trening interwałowy na dystansie 6 x 800 m w tempie 3.05, poprzeplatany 400-metrowymi odcinkami odpoczynkowymi. Postanowiłem wybiec rano o godz. 4.30 na trasę w kierunku Karczmy Miłkowskiej. W tym dniu zapowiadano prawdziwy lipcowy upał. Poranne bieganie interwałów ma swoje plusy: pusta ścieżka rowerowa, dość rześka pogoda i wypoczęty po nocy organizm. Po 1,5 km rozgrzewki dynamicznie ruszyłem na trasę właściwego treningu i – tak jak przypuszczałem – każdy kilometr przebiegłem poniżej zaplanowanego tempa (pierwszy odcinek: 3.00, drugi: 3.02, trzeci: 3.02, czwarty: 3.04, piąty: 3.01 i szósty: 3.04). Trening zakończyło 1,5 km rozbiegania. Dotleniony i lekko zmęczony, ale bardzo zadowolony, wracałem do domu, myśląc już o czekającej mnie pracy.

Czwartek (20.07). W tym dniu miałem zaplanowany trening tempowy na dystansie 13 km w tempie 4.37. Obawiałem się trochę, jak mój organizm zniesie ciężki trening dzień po dniu. Normalnie te dwa treningi rozdzielone są dniem wypoczynkowym. Wybiegłem wczesnym wieczorem na trasę w kierunku Karczmy Miłkowskiej, równoważąc szanse temperaturowe. Po dwukilometrowej rozgrzewce ruszyłem z werwą do przodu, realizując trening bez żadnych kłopotów. Każdy kilometr pokonałem w tempie 4.20–4.38, co dało mi łączny czas właściwego treningu: 58.17. Zadowolony i bardzo zmęczony wróciłem do domu.

Piątek (21.07). To czas lekkiego treningu na dystansie 11 km w tempie 5.14. W tym dniu, w godzinach popołudniowych mocno padało, starałem się więc przeczekać niesprzyjające bieganiu warunki. Godzinowa prognoza pogody dawała nadzieję na poprawę warunków. I tak też się stało. Wybiegłem z domu o godz. 19.30 w kierunku Karczmy Miłkowskiej. Nie padało, ale była bardzo duża wilgotność powietrza, obłoki pary unosiły się nad rozgrzanym asfaltem. Bieganie przy dużej wilgotności nie jest przyjemne, ale nie miałem specjalnie wyboru, ostatecznie to tylko lekki trening. Już mocno się ściemniało, kiedy dotarłem do domu, zaliczając piątkowy trening.

Sobota (22.07). Zaplanowany miałem lekki trening na dystansie 13 km w tempie 5.37. W tym dniu chciałem biegać przed południem, ponieważ awans drużyny piłkarskiej KSZO 1929 skutkował sobotnim meczem z I-ligową Stalą Mielec o godz. 17.00. Lubię chodzić na mecze ostrowieckiej drużyny, które zawsze dostarczają prawdziwych sportowych emocji. Moje plany przedpołudniowe jednak uległy zmianie, później wysoka temperatura skutecznie odstraszyła mnie od biegania, więc został tylko wieczór po powrocie z meczu piłkarskiego. Jako miejsce treningu wybrałem park miejski, gdzie sobotni wieczór upływał pod znakiem muzyki disco polo live, dochodzącej z lokalu usytuowanego na skraju parku. Bieganie w rytm takiej muzyki jest dla mnie nowym doświadczeniem. Zwiększyła się też liczba osób w stanie wskazującym, spacerujących po parku w ten lipcowy ciepły wieczór. Mimo to biegało mi się dobrze, gdy patrzyłem na twarze spacerowiczów, którzy w duchu mocno mi współczuli „takiej ciężkiej pracy”.

Niedziela (23.07). Muszę przyznać, że po całym tygodniu byłem już mocno zmęczony bieganiem, a w sobotę niestety nie udało mi się wypocząć. W związku z tym postanowiłem ostatni tygodniowy trening przebiec w niedzielny poranek, kiedy wstaję pełny sił i ochoty na bieganie. Tego dnia miałem zaplanowane 24 km w tempie 5.01 na trasie prowadzącej do Karczmy Miłkowskiej i dalej w las, w stronę kapliczki powstańców styczniowych. Po krótkiej rozgrzewce, zaopatrzony w pas z butelką izotoniku, ruszyłem na trasę biegową. Biegło mi się ciężko tylko przez pierwsze 2-3 kilometry, później rozgrzane mięśnie nóg pracowały jak maszyny, rytmicznie przesuwając moje ciało do przodu. Każdy kilometr w przedziale 4.41–5.03, oprócz jednego – w tempie poniżej 5.01. Pogoda zlitowała się nade mną, przez większą część trasy chmury zakrywały mocne lipcowe słońce, a lekki wiatr chłodził rozgrzane ciało. Dodatkową ochronę przed gorącym słońcem stanowił las, który rozpościerał się przez 8 km mojej trasy, począwszy od odcinka, gdzie w Karczmie Miłkowskiej kończy się asfalt. Piaszczysta droga leśna, która ciągnie się przez jeden kilometr w głąb lasu, nie zmniejszyła mojego tempa, wcześniejszy deszcz utwardził piasek i biegło mi się dobrze. Dalej droga zmieniła się w mocno ubity leśny trakt, który ciągnął się do samej kapliczki. Tutaj zwykle skręcam w lewo. Następnie droga stała się powybijana, pełna dziur wypełnionych wodą, nieco później było już lepiej. Niedogodności na trasie biegowej rekompensują piękny stary las i kontakt z przyrodą. GPS w zegarku dał mi sygnał do powrotu – jeszcze przyjemniejszego niż cały bieg. Złapałem czas półmaratonu: 1.42.01. Pomyślałem – lepiej niż kiedyś na moim debiucie! Ostatnie dwa kilometry w pełnym słońcu, ale bez zmiany tempa. Mój długi trening zakończyłem w czasie 1.55.53. Pomyślałem – forma rośnie! Zmęczony, ale zadowolony wróciłem do domu, kończąc półmetek mojego planu treningowego.

Podsumowanie. Udany półmetek treningowy, wykonałem wszystkie zaplanowane biegi. Jestem już mocno zmęczony, bo zwiększa się objętość treningów, ale daję radę. W tym tygodniu przebiegłem 91 km.

Okres przygotowań

PON. WT. ŚR. CZW. PT. SOB. NIEDZ.

razem

17.07 -23.07

(tydzień 08)

Lekko A

(5,37) 11 km

wolne Szybkość

(3,05 min /800m)
6
x 800 m + 400 m
odpoczynek

Bieg tempowy

(4,37)

13 km

Lekko B

(5,17) 11 km

Lekko A

(5,37)

13 km

Długi bieg

(5,01)

24km

91 km

red. jęz. Justyna Harabin, zdjęcie: Adrian Wykrota

Komentarze